Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Avatar

Czy zostawisz swoje pliki muzyczne w spadku swoim dzieciom?

10 września 2012 12:09
Paweł Stankiewicz

W zeszłym tygodniu brytyjskie media obiegła wiadomość, że Bruce Willis zamierza pozwać Apple, ponieważ zapisy licencyjne tej firmy nie pozwalają na dziedziczenie kupowanych w ich sklepie internetowym plików muzycznych.

Wprawdzie wiadomość została szybko zdementowana przez żonę aktora, jednak, jak pisze Open Rights Group problem dziedziczenia plików muzycznych czy e-booków pozostał prawdziwy.
Kupując w iTtunes plik muzyczny czy w Amazon e-booka nie kupujemy utworu, ale licencję. W epoce cyfrowej prawa nabywcy licencji do rozporządzania „kupionymi” utworami są mocno ograniczone.

Ciągle prawdziwe pozostaje zdanie, że legalne zapisy licencyjne stosowane przez firmy takie jak Apple czy Amazon są nieprzychylne dla kupującego jeśli chodzi o jego prawo dziedziczenia.
ORG pisze w komentarzu do sprawy: „(...) potrzebna jest zmiana prawa. Ludzie zaczną zauważać jak niesprawiedliwe to (zapisy licencyjne ograniczające możliwość dziedziczenia – przyp. mój) jest kiedy zaczną pisać testamenty. Kiedy zauważą, że ich cyfrowe dobra, te które kupili, być może za tysiące funtów, są bezwartościowe w momencie ich śmierci, poczują się oszukani.”

Również polskie prawo autorskie pozostaje niejasne w tej materii: czy dziedziczenie plików mieści się w ramach dozwolonego użytku? Wydaje się, że te pojęcia pozostają osobne, dozwolony użytek odnosi się do osób żyjących pozostających w stosunkach towarzyskich. Czy licencje mogą być przedmiotem dziedziczenia? Wydaje się, że nie.
Czy możesz legalnie przekazać wszystkie kupione przez siebie pliki swoim dzieciom w spadku? Czy właściciele praw autorskich będą ścigać spadkobierców iPodów, bo przecież sam przedmiot, jakim jest iPod pozostaje objęty prawem dziedziczenia?
Jeżeli prawa autorskie mogą być i są dziedziczone to dlaczego nie mogą być (jeśli nie mogą) dziedziczone zakupione licencje na używanie objętych tymi licencjami utworów?

zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/gageskidmore/4840676806/sizes/z/, autor: Gage Skidmore, na licencji CC-BY-SA

Komentarze

Avatar
Kaska
14 września 2012 22:37

No wlasnie, to skandal! Prawo jet straszne. Uwazam ze powinna byc moliwosc dziedziczenia wszystkiego, np. Umowy o prace. Dlaczego maz po smierci zony nie moze rzucic pracy w kopalni i odziedziczyc jej dyrektorskiego stanowiska w banku? Jest wakat ? Jest! Nie wiem w czym poblem. Skndal i dyskryminacja gornikow!

Avatar
15 września 2012 21:39

To skandal, bo autorskie prawa majątkowe po dziadku można dziedziczyć. W filmie Był sobie chłopiec Hugh Grant gra sympatycznego wałkonia, który nie zhańbił się pracą, bo jego ojciec napisał dawno temu piosenkę, która została świątecznym hitem.
Jak przypuszczam dziedziczenie stanowisk, zawodów jest w Polsce ciągle dość powszechne Zgadzam się tez, że nie prowadzi do niczego dobrego, ale pragnę zawuażyc, że nie wnioskowałem o objęcie obowiązkowym prawem dziedziczenie umów licencyjnych dotyczących sprzedaży muzyki czy filmów w formie cyfrowej. Prawo dziedziczenie obejmuje dziś akcje (więc może też stanowiska, bo przecież większościowy udziałowiec jest zwykle prezesem, a przynajmniej ma prawo go wyznaczyć) – czy to też jest skandal?
Chciałbym też dodać, że moja opinia na temat dziedziczenia w obecnym systemie społeczno-politycznym nie jest pozytywna, ale to zupełnie inna historia…

Avatar
Kaska
16 września 2012 22:58

Czyli dziedziczenie dobre ale tylko gdy mowimy o uzytkownikach czyli spoleczenstwie, zle gdy chodzi rodzine ….tendencyjne i przypomina hasla popularne w poprzednim systemie.

Avatar
17 września 2012 11:47

Istotne jest to, że kiedy kupuję papierową książkę, moi spadkobiercy odziedziczą ją bez problemu. Kiedy „kupuję książkę” w wersji elektronicznej – jestem tego prawa pozbawiony.

Warto zwracać uwagę, jakie zmiany powoduje przejście na technologie cyfrowe. Często słyszymy, że chodzi tylko o ochronę praw autorów w cyfrowym świecie, ale kiedy przyjrzeć się bliżej, widać, że to monopole intelektualne, które kiedyś były w zasadzie wewnętrzna regulacją przemysłu wydawniczego, coraz bardziej wpychają się w nasze prywatne życie i zabierają nam podstawowe, ludzkie prawa.

W świecie analogowym można było bez problemu skopiować kasetę dla kolegi (legalnie – prywatny użytek był explicite chroniony prawnie). W świecie cyfrowym problemem staje się przekazanie kupionej książki własnym dzieciom w spadku. To zmiana godna odnotowania.

Avatar
Adam
17 września 2012 22:14

Szanowni panstwo, dyskusja powyzej moze i jest fascynujaca ale niestety nie maja panstwo racji. Osoba ktora odziedziczy dzis ksiazke, tradycyjna, papierowa nie dziedziczy utworu tylko papier…nie moze odziedziczyc utworu, poniewaz jego przodek, kupujac owa ksiazke utworu nie nabyl. To czym tak sie Panstwo podekscytowali , nie jest zadna nowoscia. Co wiecej, nie slyszalem, by ktos kto odziedziczyl nosnik z utworem mial z tego powodu jakies niprzyjemnosci. Przedstawiony w artykule problem uwazam zatem za sztuczny.

Avatar
18 września 2012 09:36

Osoba, która dziedziczy dziś książkę, kupioną przez wstępnych, dziedziczy nie papier ale egzemplarz utworu. Nie dziedziczy prawa autorskich, ani majątkowych, ani osobistych. Ale ciągle ma prawo posiadać egzemplarz utworu: czytać go, pożyczać swoim znajomym, albo zrobić z niego podstawkę pod stół.
Być może nie słyszał Pan aby ktoś dziedziczący nośnik miał jakieś nieprzyjemności, ale „posiadacz praw do utworów” może żądać ich usunięcia, a jego pliki mogą zniknąć, jak to już sie kiedyś stało.
Moje obawy dotyczą technologii, która staje się prawem, bardziej restrykcyjnym od faktycznie obowiązującego, i nie ustanowionym przez żadną demokratyczną instytucję.

Avatar
18 września 2012 10:44

Osoba ktora odziedziczy dzis ksiazke, tradycyjna, papierowa nie dziedziczy utworu tylko papier…

Dziedziczy egzemplarz utworu.

Co to w ogóle miałoby znaczyć, że ktoś „dziedziczy papier, nie utwór”? Utwór jest utrwalony na tym papierze. Trzeba w momencie dziedziczenia starannie go wygumkować i zostawić sobie czyste kartki?

To koncepcyjne „odklejenie” utworu od nośnika to ślepy trop. Prawo autorskie po prostu nie działa (i nie powinno działać) w ten sposób, że wprowadza do egzemplarza i praw własności jakiś substancjalny dualizm. Ustawa o prawie autorskim nie mówi nic o własności – daje za to komuś wyłączne prawo ograniczenia mnie w tym, co ja mogę zrobić z posiadanym przeze mnie egzemplarzem.

Jeśli weszłaby w życie ustawa mówiąca, że producent młotka może decydować, jakie gwoździe będą nim wbijane, to nie znaczy, że trzeba by teraz wprowadzać do młotka jakiś dualizm: „ten połączone w kształt młotka kawałki drewna i żelaza są twoje, ale narzędzie do wbijania gwoździ należy do kogoś innego”. Znacznie rozsądniej byłoby mówić po prostu o bezsensownym monopolu i ustawowym ograniczeniu korzystania z Twojej własności.

Avatar
Adam
18 września 2012 20:53

Szanowny panie, widze ze lubi pan porownania zatem wytlumacze panu to w ten sposob. Utozsamianie utworu z nosnikiem mozna porownac do utozsamiania np. Pana wizerunku z wywolanym zdjeciem. Czy jesli kupie gazete, w ktorej znajde pana zdjecie, to bede wlascicielem pana twarzy, albo lepiej pana duszy?Czy moje dzieci, ktore odziedzicza te gazete, beda wlascicielami pana wizerunku czy wspomnianej wyzej duszy? Wiem ze w afryce sa plemiona, ktore kupilyby te teorie, ale czy tutaj pan takich znajdzie….

Avatar
Adam
18 września 2012 21:22

Co do kolejnego akapitu. Wiem ze to moze byc szokujace ale prawo wlasnosci intelektualnej moze dosiegnac i mlotek. Prosze poczytac o wzorach przemyslowych w ustawie prawo wlasnosci przemyslowej. Mlotka, ktory jest zarejestrowany w up, tez nie mozna powielac i na tym zarabiac. Co wiecej, Zadna ustawa nie mowi jakie gwozdzie nalezy wbijac dezajnerskim mlotkiem, podobnie jak zadna ustawa nie mowi o tym czy ksiazke trzeba czytac w autobusie, czy w tramwaju, na tapczanie, czy na lezaku, od konca czy od pocztku.. To porownanie uwazam zatem za nieudanie.

Avatar
Adam
18 września 2012 22:18

Zapomnialbym uzyc porownania. Otoz porownywanie praw tworcy do zakazu wbijania mlotkiem gwozdzi danego rodzaju to tak jak dodawanie ulamkow o roznych mianownikach.pewnie ktos powie, ze to ograniczanie wolnosci albo budowanie monopoli dla jakis mianownikow, dla mnie to po prostu nieznajomosc zasad….

Avatar
19 września 2012 10:24

Czy jesli kupie gazete, w ktorej znajde pana zdjecie, to bede wlascicielem pana twarzy, albo lepiej pana duszy?

Będzie Pan właścicielem egzemplarza zdjęcia. Może Pan je sobie w ramach dozwolonego użytku np. skserować w powiększeniu i powiesić na ścianie.

Avatar
Brygida
19 września 2012 23:12

Dyskusja, jak widzę, zeszła na poziom filozoficzny. Niepotrzebnie, ale skoro…

Egzemplarz utworu to wytwór, a więc nawet jestem w stanie zgodzić się z tym, że książka jest definiowana jako papier ograniczony okładkami (ciekawe, dlaczego zatem pół kilo takiego papieru nie jest tak samo wycenione jak pół kilo papieru leżącego obok w księgarni). Wytwory człowieka można dziedziczyć, włącznie z ich funkcjonalnością; trudno odziedziczyć młotek z zakazem wbijania gwoździ – młotek w takim przypadku przestałby być młotkiem, a więc straciłby na wartości bezzasadnie. Co ciekawe, tenże młotek przestałby być młotkiem w sensie fenomenologicznym, ponieważ w sensie metafizycznym młotkiem nadal by był, czy to się komu podoba, czy nie. Młotek nie traci swoich właściwości przez sam fakt zmiany właściciela.

Książka wbrew pozorom również ma swoją funkcjonalność, jakkolwiek by ją określić. Można ją na przykład skserować i powiesić na ścianie. Dlaczego zatem nie można użyć funkcjonalności odziedziczonego pliku? Bo co? Bo prawo decyduje, że po zmianie właściciela młotek przestaje być młotkiem? To chore.

Uwaga! Etat nie jest wytworem – to dla tych, co mają wątpliwości.

Avatar
Kaska
22 września 2012 21:07

To wieszaj plik na scianie, kto ci broni :)

Dodaj komentarz