Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Europosłanka zastanawia się, jak "wyjść z więzienia praw autorskich"

14 września 2012 09:02
jaroslaw lipszyc

Lidia Geringer de Oedenberg porusza w swoim tekście istotny problem dzieł osieroconych, czyli takich do których prawa autorskie jeszcze nie wygasły, ale też nie wiadomo, kto jest ich posiadaczem, i cieszy się, że problem zostanie rozwiązany dzięki inicjatywie PE. O wczorajszym głosowaniu donosi także dzisiejsza Rzeczpospolita. Niestety, problem nie zostanie rozwiązany.

Problem dzieł osieroconych jest poważny. Trzeba pamiętać, że utworem jest każda działalność twórcza, każdy komentarz na forum czy zdjęcie z wakacji. Jednocześnie czas trwania praw autorskich to 70 lat po śmierci autora. Efektem tak przesadnej regulacji jest duża ilość utworów osieroconych: utworów, których autorzy są anonimowi albo zmarli i nie da się w sensowny sposób ustalić ich spadkobierców, a tym samym nie da się uzyskać zgody na ich publiczne rozpowszechnianie. Jednocześnie jednak prawo zakazuje rozpowszechniania bez uzyskania takiej zgody.

Co z tym zrobić? Lidia Geringer de Oedenberg tak opisuje propozycję UE:

Stworzenie wyjątku od prawa własności intelektualnej w celu udostępniania dziedzictwa kulturowego przez instytucje publiczne (tylko takich dotyczy dyrektywa) na cele związane z edukacją i propagowaniem kultury

Ta propozycja była konsultowana od jakiegoś czasu i nie mam o niej dobrego zdania. Utwory osierocone to problem sztuczny, stworzony poprzez zbyt szeroki zasięg (monopolem prawnoautorskim objęte jest wszystko co wyszło spod ludzkiej ręki) i zbyt długi okres (70 lat po śmierci autora często oznacza przecież grubo ponad 100 lat od pierwszego rozpowszechnienia utworu) praw autorskich. Jeśli chcemy go zlikwidować należy skrócić czas trwania praw autorskich i/lub objąć monopolem prawnoautorskim tylko to, co faktycznie wymaga ochrony.

Tworzenie specjalnych uprawnień korzystania z utworów osieroconych oczywiście też jest możliwe, ale sposób zaproponowany przez europosłankę będzie nieskuteczny, gdyż obejmuje tylko duże instytucje publiczne. Problem utworów osieroconych nie jest problemem ograniczonym do działań archiwów i bibliotek, to problem nas wszystkich. To my wszyscy, cała społeczność, nie mamy możliwości wykorzystania tych utworów. Innymi słowy to co proponuje europosłanka z punktu widzenia obywatela będzie… po prostu nieskuteczne i bez znaczenia. Nowe uprawnienia muszą objąć każdego obywatela i każdą instytucję aby przyniosły zauważalne rezultaty.

Dodatkowe wątpliwości budzą procedury – także archiwa i biblioteki będą miały problemy w korzystaniu z nadanych im nowych praw, jeśli będą one zbyt skomplikowane i pracochłonne.
Zamiast łatać w ten sposób dziurawy system praw wyłącznych należy więc raczej zastanowić się nad zmianą jego logiki i po prostu poważnie ograniczyć rozbuchany zasięg monopoli prawnoautorskich.

Komentarze

Avatar
dnak
14 września 2012 09:32

Zastanawiam się nad jedną rzeczą: czy jest na świecie jakiekolwiek dzieło, które przeszło do domeny publicznej zgodnie z obecnymi regulacjami?
Mam na myśli takie, które powstało już po ustanowieniu 70-letniego pośmiertnego okresu ochrony, a nie zostało mu przedłużone. Pytanie jest oczywiście retoryczne, ale zastanawia mnie jedna rzecz: jaką ochronę gwarantowano autorom, którzy publikowali na początku zeszłego wieku i poumierali w czterdziestych? Powinni już dobre 30-40 lat być w domenie publicznej, nie?

Avatar
14 września 2012 09:58

Przed 1994 Witkacy był już sobie w domenie publicznej. W roku 1994 okres ochrony praw majątkowych przedłużono do 50 lat po śmierci autora, ale dzieła Witkacego pozostały w domenie publicznej. W majestacie prawa można było rozpowszechniać utwory Witkacego. Jednak gdy w roku 2001 po raz rozciągnięto okres ochronny do 70 lat, nagle ta sama czynność rozpowszechniania stała się przestępstwem, kradzieżą, naruszeniem, pozbawieniem (i prawdopodobnie również na globalne ocieplenie zaczęła wywierać negatywny wpływ).

Avatar
Polimerek
14 września 2012 14:31

W okresie zaborowym – to zależało od zaboru – ale generalnie w Imperium Rosyjskim, Prusach i Austro-Węgrach było już pod koniec XIX prawo autorskie liczone na 25-50 lat po śmierci autora. Przedwojenne prawo autorskie dawało 50 lat po śmierci autora. Zaraz po wojnie było 25 lat i potem stopniowo to wydłużano aż do obecnego 70. Patrz np: http://en.wikipedia.org/wiki/Copyright_law_of_Russia#Copyright_in_Tsarist_Russia

Avatar
14 września 2012 15:06

Wyglada na to, ze Ustawa o Cenzurze byla pierwsza ustawa prawnoautorska na ziemiach polskich. Ciekawe…

Avatar
Adam
14 września 2012 22:18

Utworem jest kazdy komentarz na forum? Albo Pan jest niedouczony, albo celowo robi Pan ludziom wode z mózgu. Zgodnie z ustawa o prawie autorskim utworem jest przejaw tworczej dzialalnosci o indywidualnym charakterze. Nie wiem czy wszystkie wypociny, ktore pojawija sie na forach spelniaja te kryteria. Podobnie nie wiem czy kazde zdjecie z wakacji z krzywym horyzontem i obcietymi stopami osoby z pierwszegomplanu to utwor…a skoro jestesmy przy stopach. Nimi tez da sie stworzyc utwor. Wcale nie musi to byc reka, Panie Lipszyc…

Avatar
15 września 2012 18:01

„Wszystkie wypociny” dosc dobrze spelniaja te kryteria, co latwo zauwazyc gdy zacytujemy dalszy ciag z ustawy: utworem jest „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia”. Niezaleznie od wartosci. Wlasnie.

Avatar
Adam
16 września 2012 23:02

To prosze mi udowodnic ze to utwor
http://www.samosia.pl/pokaz/2449861/orgazm

Avatar
Brygida
19 września 2012 23:25

Sęk w tym, że w świetle prawa udowadniać, że to utwór, nie trzeba. W świetle prawa jest to utwór (przyznam, że nie otworzyłam, bo się boję wirusów). W świetle prawa trudno udowodnić, że coś utworem nie jest, i to dopiero problem!

I kto by pomyślał, że doczekamy czasów, kiedy będziemy mieć społeczeństwo samych artystów…

Avatar
L.H.
24 września 2012 22:15

@Adam: przykro mi, ale to Jarosław Lipszyc ma rację. Nie mnie i nie panu decydować, czy Pańskie (pardon, cytuję Pana) wypociny na tym forum „mają indywidualny charakter”. O tym decyduje dopiero tzw. niezawisły sąd. Nie wiem, czy jestem entuzjastą takiego prawa, ale takie Ci on jest.

Avatar
Adam
25 września 2012 20:18

Hmmm. Ciekawe zjawisko. Pan Lipszyc pisze ze wszystko co wyjdzie spod ludzkiej reki to utwor, pan/ pani, ze o tym co jest utworem decyduje sad a nie ja czy pan/pani. Mimo tej rozbieznosci przyznaje pan/ pani racje panu lipszycowi. Mozna to interpretowac na dwa sposoby – albo ktos nie doczytal arykulu albo pan lipszyc jest sedzia…

Dodaj komentarz