Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Avatar

Kontrola nad narzędziami, czyli po spotkaniu z RMS

14 marca 2013 01:46
Radek Czajka

Richard Stallman, „ostatni prawdziwy hacker” i czołowy działacz ruchu Wolnego Oprogramowania, gości właśnie w Warszawie na zaproszenie Politechniki Warszawskiej. W południe wygłosił wykład, wieczorem wziął udział w spotkaniu w Centrum Cyfrowym, w czwartek zaś jedzie do Krakowa na Studencki Festiwal Informatyczny. W międzyczasie mieliśmy też okazję spotkać się nieoficjalnie w mniejszym gronie w siedzibie Fundacji Nowoczesna Polska i porozmawiać krótko o języku debaty o prawie autorskim. Parę pytań, jak można się było spodziewać, zawisło w powietrzu.

Te straszne uogólnienia

W jaki sposób powinniśmy reagować na zaciemniające uogólnienia – sformułowania takie jak „własność intelektualna” (która obejmuje jednocześnie majątkowe prawa autorskie, patenty i inne monopole), cloud computing (zawierające zarówno niewinne wynajmowanie przestrzeni serwerowej, jak i bardziej problematyczne zastępowanie oprogramowania zdalnymi usługami pod cudzą kontrolą) czy niedookreślona otwartość? Czy powinniśmy przede wszystkim konsekwentnie podkreślać kluczowe z naszego punktu widzenia rozróżnienia, czy raczej szukać spójnego zestawu pojęć, wartości i definicji problemów? A także – czy powinniśmy raczej wskazywać pozytywne aspekty obowiązującego prawa – jak to robiliśmy chociażby w ramach kampanii „Mam prawo…” – czy przede wszystkim promować propozycje reformy monopoli?

RMS konsekwentnie stoi na stanowisku, że należy starannie rozróżniać problematykę wolnego oprogramowania, reformy prawa autorskiego, patentów czy nadużyć ze strony operatorów usług sieciowych, po to by każdą z tych kwestii można było analizować dogłębnie i racjonalnie. Cztery wolności, na przykład, świetnie nadają się do mówienia o oprogramowaniu, ale stają się bezużyteczne, gdy mowa chociażby o sieciach społecznościowych.

Ja nie jestem do tej wizji całkiem przekonany. Oczywiście, narzędzia analizy muszą być starannie dobrane do tematu i nie możemy w dyskusji pozwalać (sobie ani oponentom) na szafowanie mętnymi ogólnikami, ale myślę, że podstawowy problem kontroli nad narzędziami, leżący u koncepcyjnych podstaw ruchu Wolnego Oprogramowania, jest dość uniwersalny.

Narzędzia, czyli co?

Narzędziami, nad którym potrzebujemy mieć kontrolę, są nie tylko uruchamiane przez nas programy komputerowe, ich dokumentacja czy np. materiały edukacyjne wykorzystywane przez nauczycieli.

W miarę jak kontrola nad obiegiem informacji nabiera coraz większej wymiernej wartości ekonomicznej, coraz istotniejsza staje się również kwestia kontroli użytkownika nad własnymi „narzędziami kulturowymi” (możliwościami korzystania z kontekstu kulturowego do budowania swoich komunikatów) oraz nad kanałami komunikacyjnymi, przez które się porozumiewa. To też są ważne narzędzia.

Zagrożenie ze strony własnościowych kanałów komunikacji (scentralizowanych i podlegających kontroli) wiąże się z problemem zastępowania programów usługami i zagrożeń prywatności, dołączając do zagrożeń ze strony własnościowego oprogramowania (i, co za tym idzie, tajnych „standardów” i własnościowych protokołów), co z kolei wpisuje się w wojnę o komputer ogólnego przeznaczenia – rozpoznanie i nazwanie tych powiązań wydaje mi się równie ważne, jak analizowanie każdej z tych kwestii z osobna, przy użyciu odrębnych narzędzi.

Kto ma kontrolę?

Zasadnicze pytanie, spajające to wszystko w całość, brzmi: czy mamy kontrolę nad (szeroko rozumianymi) narzędziami komunikacji, czy kontroluje ją ktoś inny?

Co – jak przypomina Cory Doctorow – przekłada się bezpośrednio na inne istotne pytanie: czy mamy w gospodarce informacyjnej swobodę innowacji, czy przestrzeń możliwej innowacji jest „chroniona” przez system monopoli?

A jeśli tej kontroli nad narzędziami komunikacji nie mamy – to czego potrzebujemy w poszczególnych jej obszarach, by ją uzyskać?

RMS uważa, że „geeki mają tendencję do nadmiernej generalizacji”. Być może. Ale jest o czym myśleć.

Komentarze

Dodaj komentarz