Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Korporacja Kraftwerk

27 czerwca 2013 12:33
Antoni Michnik

Kiedy za kilkadziesiąt godzin w Poznaniu na scenę wyjdzie czterech panów ubranych w czarne uniformy, rozpocznie się koncert profesjonalnej korporacji. Kraftwerk, to nie tylko najważniejszy zespół w historii elektronicznej muzyki popularnej, lecz również formacja, która może służyć za symbol dylematów dotyczących autorstwa w obrębie popkultury.

Zaczynali jako artystyczna komuna o anglojęzycznej nazwie Organisation. Jeszcze w latach 60-tych, kiedy żywe były idee kolektywów artystycznych (Can, Amon Düül) funkcjonujących de facto obok systemu wielkich wytwórni. Grali wówczas psychodelicznego krautrocka opartego w znacznej mierze na improwizacji. Obracali się wówczas w kręgu Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorffie, gdzie chodzili na wykłady Josepha Beuysa.

Florian Schneider oraz Ralf Hütter, którzy mieli w późniejszym czasie stać się liderami formacji odebrali klasyczne muzyczne wykształcenie w okresie kryzysu autorstwa w muzyce wysokiej, spowodowanego w pierwszej kolejności rozwojem możliwości reprodukcji wykonań utworów. Ta fundamentalna zmiana podważyła również klasyczną relację kompozytor-wykonawcy. Rozwój przemysłu płytowego prowadził z jednej strony do radykalnej negacji sensu produkcji płyt (John Cage) oraz osłabienia idei muzycznego autorstwa, z drugiej zaś do próby jego wzmocnienia, poprzez przejęcie całkowitej kontroli nad procesem produkcji muzyki z wykorzystaniem nowoczesnych technologii (Karlheinz Stockhausen). Kiedy w pierwszej połowie lat 70tych formował się klasyczny styl Kraftwerk, muzycy opowiedzieli się za tą drugą strategią.

Imidż Kraftwerk, który ustabilizował się w połowie lat 70tych opierał się na przekazie „jesteśmy firmą, która prowadzi naukowe badania nad dźwiękiem”. Muzycy wykorzystali ten przekaz do gry z muzycznymi mediami, chowając za rozmaitymi ideami swoje życie prywatne. Równolegle w ramach przyjętego modelu funkcjonowania Scheider oraz Hütter de facto zatrudniali pozostałych członków klasycznego składu – Karla Bartosa oraz Wolfganga Flüra – jako sesyjnych muzyków. Bartos dopiero przy okazji prac nad płytą Mansch-Maschine został dopuszczony do komponowania utworów. Można to uznać za awans w hierarchii korporacji zbudowanej przez dwóch liderów.

Rozwój elektronicznego oprogramowania pozwolił doprowadzić do znacznej automatyzacji koncertów, które kulminację osiągają, gdy muzycy schodzą ze sceny, pozostawiając na niej wyłącznie roboty. Jedną z konsekwencji przyjętej strategii było zatarcie korzeni zespołu oraz eliminacja z jego historii takich osób jak Konrad (Conny) Plank, producent, który miał duży wpływ na wczesny rozwój formacji, a także nauczył Schenidera oraz Hüttera wielu umiejętności związanych z wczesnymi elektronicznymi instrumentami. Kiedy w latach 90-tych Flür pracował nad swoją wizją historii zespołu, dwaj liderzy wytoczyli mu proces, który jednak przegrali. Flür wydał książkę przepełnioną goryczą, istotniejsze było jednak raczej to, że wkroczył na teren zarezerwowany dla duetu dyrektorów firmy Kraftwerk. Jednym z najcięższych oskarżeń Flüra było stwierdzenie, że Hütter oraz Schneider przywłaszczyli sobie patent, który powinien obejmować również i jego.

Firma działa od lat konsekwentnie – równolegle ze sprawowaniem monopolu na historię zespołu muzycy przetwarzali instrumenty oraz tworzyli własne. Są dzisiaj posiadaczami co najmniej dwóch patentów. Schneider oraz Hütter złożyli w roku 1975 wniosek patentowy w sprawie elektronicznego pada perkusyjnego, zaś w roku 1991 Schneider oraz Gert Joachim Ott i Gert Jalass „system oraz metodę syntetycznego przetwarzania dźwięku w czasie rzeczywistym”. Można ostrożnie powiedzieć, że działania na tych dwóch obszarach się uzupełniały – w efekcie przez mniej więcej 10 lat (1976-1986) formacja miała nieformalny patent na popkuturowy retrofuturyzm.

Najciekawsza w tym kontekście jest jednak historia sporu sądowego pomiędzy niemiecką formacją a dwoma ludźmi, którzy ostatecznie przypieczętowali wkład Kraftwerk w rozwój muzyki popularnej. W roku 1982 , gdy w Wielkiej Brytanii syntezatory – a wraz z nimi różni naśladowcy Kraftwerk (np. Gary Numan oraz OMD) – królowały na listach przebojów, w Nowym Jorku Dj Arthur Baker wraz z Africa Bambaataa oraz Soulsonic Force wykorzystali fragmenty utworów Trans Europe Express oraz Numbers tworząc kawałek Planet Rock, który stał się kamieniem milowym electro-funku i w dalszej perspektywie – hip-hopu. Planet Rock sprawiło, że muzyka Kraftwerk trwale oddziaływała na amerykańską scenę klubową lat 80-tych. Już wcześniej dj-e często grali rozmaite remixy Trans Europe Express, ale wykorzystanie sampli w Planet Rock sprawiło, że muzyka formacji stała się nieuniknionym punktem odniesienia dla szeroko rozumianej amerykańskiej sceny klubowej. Mówiąc inaczej – bez Planet Rock prawdopodobnie mniejsze byłoby oddziaływanie Kraftwerk np. na scenę techno w Detroit.

Joseph Toltz stwierdził, że w wypadku procesu między Kraftwerk a twórcami Planet Rock doszło do zderzenia pomiędzy dwoma modelami autorstwa oraz kreacyjnej działalności. Trudno się z nim nie zgodzić – wizja artysty posiadającego prawo do kontroli nad swoim dziełem zderzyła się z podejściem opartym na plądrofonii oraz założeniu o możliwości dowolnego kreatywnego wykorzystania utworów tworzących audialną sferę publiczną (choć pozostających poza publiczną domeną). W wypadku Kraftwerk rola autora polega na całościowym przygotowaniu produktu, łącznie ze sposobami generowania dźwięku, w wypadku Bambaatyy oraz Bakera – na kreatywnym łączeniu stworzonych wcześniej dźwięków.

Sytuacja staje się jednak bardziej złożona, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że Kraftwerk nie wytaczali procesów djom grającym remixy tudzież mashupy ich utworów na różnych imprezach. Problem pojawił się wtedy, gdy fragmenty utworów zostały wykorzystane na nagraniu, które okazało się komercyjnym sukcesem. Co ciekawe, Bambaataa oraz Baker nie wykorzystali sampli z utworów Kraftwerk, lecz sami w studiu odtworzyli odpowiednie fragmenty linii melodycznych oraz ścieżek elektronicznej perkusji „jak gdyby zostały one przekształcone przez dja” (Baker). Mimo tego, Baker oraz Bambaataa byli w sądzie na straconej pozycji i poszli na ugodę, która wiązała się z zapłatą firmie Kraftwerk dużej sumy pieniędzy.

W zeszłym roku Kraftwerk wygrali drugi, wieloletni proces dotyczący wykorzystania sampla z innego fragmentu płyty Trans-Europe Express, Metal on Metall. W sprawie dotyczącej utworu Sabriny Setlur Nur Mir (1997) wyprodukowanego przez Mosesa Pelhama oraz Martina Haasa niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości orzekł, iż Setlur, Peham oraz Haas nie mogli legalnie wykorzystać sampla w sytuacji, w której mogli samemu odtworzyć brzmienie utworu. Wyrok opierał się na założeniu, że Baker oraz Bambaataa postąpili zgodnie z prawem, a także na tym, że w 1997 roku istniały możliwości odtworzenia brzmienia Kraftwerk sprzed 20 lat analogicznie do tego, jak postąpili twórcy Planet Rock.

Postępowanie Kraftwerk w zakresie praw autorskich jest jednym z elementów szerszej strategii przekształcenia zespołu muzycznego w coś w rodzaju imżyniersko-producenckiej korporacji. Strategie rozciągania intelektualnych monopoli prowadzą do fascynującej sytuacji, w której Kraftwerk może już w niedługiej przyszłości stać się pierwszym zespołem oderwanym całkowicie od konkretnych muzyków – wystarczy, że Ralf Hütter, ostatni członek-założyciel firmy odejdzie z koncertowej pracy w przedsiębiorstwie i ktoś inny przejmie tą część obowiązków. Kraftwerk miałby szansę przetrwać jego odejście i nie zamienić się w cover band. Sytuacja ta pokazuje, jak dalece bardziej skomplikowane relacje istnieją pomiędzy „artystami” oraz „wytwórniami” czy też „korporacjami”, niż zwykły podział na twórców oraz pośredników. W rzeczywistości, na rynku oraz wobec sądów istnieją przede wszystkim duzi gracze oraz mali gracze. Korporacja Kraftwerk to z pewnością duży gracz.

zdjęcie: Simon Zirkunow, licencja: CC-BY-SA

Komentarze

Avatar
miki
27 czerwca 2013 13:06

Tak bardzo trzymam kciuki za młodego przystojniaka, syna mojego idola. I tak bardzo jestem rozczarowany, gdy pisze on bełkotliwe bzdury. Jeśli ktoś chce się wypowiadać o autorstwie, fajnie by było gdyby miał elementarzną wiedzę prawniczą (szczególnie, gdy pisze je na stronie pod tym tytułem). A co do dużych graczy, to aktualnie jest jeden: Google. I mali czy więksi twórcy nie mają tu nic do powiedzenia. Zapytaj dziennikarzy z Agory dzień po wypłacie. Jeśli ktoś ma serce po lewej stronie nie powinien wspierać darmowych treści generujących traffic korporacjom, które nie redystrybuują swych zysków. Mimo wszystko, pozdrawiam z sympatią.

Dodaj komentarz