Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Avatar

Nie w moim imieniu

29 sierpnia 2013 15:38
Marcin Koziej, Maria Świetlik

Powszechna Sieć ma dopiero 20 lat. Wciąż mamy szansę by ukształtować ją zgodnie z naszymi interesami. Jak pokazuje historia Chelsea Manning, czasami by zmienić losy świata wystarczy płyta CD .

Ktoś coś ukradł, złamał prawo, poniósł karę. Kolejna taka historia. Historia z telewizji, z internetu, zza oceanu, historia nie nasza i nie o nas. A zaczyna się tak:
20-letni Bradley Manning (a właciwie Chelsea Manning) wstępuje do armii by — tak jak tysiące młodych Amerykanek i Amerykanów przed nią — skorzystać z dofinansowania do studiów jakie uzyskują w USA weterani. Po dwóch latach służby zostaje wysłana do Iraku, gdzie uzyskuje dostęp do baz tajnych danych dotyczących operacji wojskowych. Poruszona tym, co w nich znajduje zgrywa je na plyte CD R-W i zaczyna udostępniać ogromne ilości informacji na portalu Wikileaks. Dzięki nim do publicznej wiadomości przedostaje się nowy obraz prowadzonych przez USA wojen w Iraku i Afganistanie oraz politycznych rozgrywek wokół nich – „crazy, almost criminal political backdealings … the non-PR-versions of world events and crises” – jak pisze Manning.
Manning nawiązuje także kontakt z Adrianem Lamo, hackerem współpracującym z FBI i NSA, który denuncjuje ją władzom. Od tej pory przez 3 lata trzymana w odosobnieniu, torturowana psychicznie, czeka na proces, który zakończył się 21 sierpnia 2013 roku. Sędzina Denise Lind, głucha na argumentacyjną linię obrony, uznała Manning winną 19 z 22 zarzucanych jej czynów, w tym kradzieży wartościowych informacji i aktów szpiegostwa. Winną oddania nam wiedzy, która według wymierzających sprawiedliwość, nam się nie należy.

W XXI wieku, po raz pierwszy w historii, posiadamy technologię, która pozwala nam bezpłatnie udostępnić całą wiedzę wytworzoną przez ludzkość do tej pory i tę dziś powstającą.
Mamy w rękach narzędzie do wyemapncypowania obywatelek/li całego świata dzięki powszechnemu dostępowi do informacji. A jednak wciąż skazani jestemy na 'ochłapy z pańskiego stołu”. Historia Manninga jest historią o nas, ponieważ jest historią o odmówieniu nam dostępu do wiedzy. I o tym, jak sroga kara spotyka tych, którzy dzielą się posiadaną informacją, wierząc że stanie się ona w naszych rękach orężem wolności, mądrości, autonomii i sprawiedliwości.

Przypomnijmy: Manning nie jest jedyny. Aaron Swartz, po partyzancku walczący o uwolnienie treści naukowych, osaczony przez wymiar sprawiedliwości, popełnił samobójstwo. Edward Snowden, ujawniwszy dowody na istnienie w rękach amerykańskiej agencji bezpieczeństwa narodowego (NSA) największej w historii maszyny do inwigilacji PRISM, skazał siebie na dożywotnią banicję, jeżeli założyć najbardziej optymistyczny scenariusz. Każdy z nich poświęcił swoje prywatne życie by powiedzieć nam coś ważnego.

Przez ostatnie miesiące mogliśmy obserwować jak władze i bezrefleksyjne media starały się sprawić aby ich historie nie były ważne, żeby nie były o nas, żeby były jednostkowymi wydarzeniami bez znaczenia. Brały historię Bradleya, którego czyn można nazwać bohaterskim, i zastąpiły ją historią Bradleya, który jest transseksualistą, człowiekiem niezrównoważonym i dzielącym z Julianem Assangem (Wikileaks) tajoną wrogość do USA. Zasiewają wątpliwości, każą doszukiwać się drugiej strony medalu, nieznanych i podejrzanych interesów czy intencji Manning i innych whistleblowerów. Chcą opowiedzieć nam ją tak, jakby jej historia nie była naszą historią, a jej bohaterka, nie była po prostu jedną z nas, którym odmawia się dostępu do informacji.

Ci, którzy pozbawiają nas prawa do wiedzy, mają ku temu swoje powody i nie zwlekają z ich przedstawieniem. Kiedy odmawia nam się dostępu do tajemnic państwowych – stawką jest to nasze bezpieczeństwo. Kiedy odmawia nam się dostępu do dzieł kultury poprzez rygor prawa autorskiego – to po to by chronić twórczy potencjał społeczeństwa. Kiedy odmawia się nam możliwości innowacyjnego działania przy pomocy systemu patentowego – chodzi o sukces przedsięwzięć gospodarczych. Podobno zgodziliśmy się wymienić część naszej wolności w zamian za bezpieczeństwo i wygodę. Przyjęło się mówić, że jest to rodzaj umowy społecznej. Ale jeśli faktycznie ma być to obopólna zgoda, to my również powinniśmy ustalać gdzie przebiega granica tego, do czego mamy dostęp.
Ludzie władzy nie mają racji myśląc, że lepiej zbyt wiele nam nie mówić, aby w paternalistycznym duchu uchronić nas przed zmartwieniami. Nie zgadzamy się na asymetrię informacyjną, zgodnie z którą urzędnicy, którzy mają nam służyć, ukrywają swoje wykroczenia, jednocześnie poddając nas totalnej obserwacji. Nie zgadzamy się na kontrolę, która nie wynika z naszej autonomii, lecz jest jej wroga i ją wyklucza.

„Scientia est potentia” – „wiedza jest władzą”. Historie Chelsea Manning, Aarona Swartza czy Edwarda Snowdena to historie odmówienia nam władzy poprzez odmówienie nam wiedzy. Opowiadają o tym, jak dalece straciliśmy autonomię decydowania o tym, jak powinny funkcjonować nasze społeczeństwa oraz relacje między nimi. To historie o nas i o tym, jacy staliśmy się bezsilni.

Ta słabość wynika jednak z pewnego zapomnienia. Sieć ma raptem 20 lat i wciąż trwa ustalanie granic w informacyjnej przestrzeni, jaką tworzy. Zapominamy, że to my legitymizujemy władzę. To my ustalamy zasady. Takie było przesłanie milionów protestujących w 2003 roku przeciw amerykańskiemu atakowi na Irak, kiedy skandowali „Nie w moim imieniu„.
Informacja może zmienić świat. Amerykańskie depesze, które wyciekły dzięki Manning, były ważnym katalizatorem antyreżimowych protestów, które przetaczają się przez kraje arabskie od 2010 roku. To jeden z wielu przykładów pokazujących, że informacja, wbrew tezom stawianym przez oskarżenie Chelsea Manning, wyzwala, a nie krzywdzi ludzi. Ta najnowsza historia wolności, w którą wpisują się także Aaron Swartz i Edward Snowden wskazuje, że jesteśmy w kluczowym momencie formowania się nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego. To, ile pozostawimy w nim sobie wolności obywatelskich, zależy od nas.

grafiki: Gal Hieronim na podstawie materiałów znajdujących się w domenie publicznej

Komentarze

Dodaj komentarz