Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Więcej wolności, mniej kontroli – po festiwalu Filmteractive

25 września 2012 10:12
Radek Czajka

W ostatni piątek, na zakończenie festiwalu Filmteractive w łódzkiej „filmówce”, miałem przyjemność uczestniczyć w dyskusji o debacie o legalności w Sieci. Przebieg debaty streścił już Kuba Danecki, dlatego, zamiast po nim powtarzać, postaram się tylko zebrać i przedstawić kilka myśli, które mi zostały po tym wydarzeniu w głowie.

Jakkolwiek w podtytule dyskusji znalazło się pytanie z tezą („jak rozwiązać problem nieautoryzowanej dystrybucji treści w internecie”), właściwie nikt z panelistów nie próbował tej tezy – że właśnie nieautoryzowana dystrybucja jest problemem – na poważnie bronić. Zwłaszcza w obliczu wyników badań wskazujących, że nieformalny obieg kultury nie ma negatywnego wpływu na jej komercyjne oblicze, ma natomiast pozytywny wpływ na różnorodność.

Wszyscy też chętnie zgodzili się, że w epoce Internetu trzeba szukać nowych sposobów zarabiania na twórczości, opartych raczej na oferowaniu usług przeżyć, niż na traktowaniu kopii utworu jako produktu. Prowadzący dyskusję Kamil Przełęcki z Agory zasugerował, że być może pewnym problemem jest przywiązanie producentów do klasycznej chronologii mediów i zwyczajna obawa przed nowością. Wydaje się więc, że nie ma zasadniczego sporu, jeśli chodzi o finansowanie.

Ogromne kontrowersje wzbudziła za to kwestia kontroli autora nad utworem. Co prawda nikt nie kwestionował, że do jej utrzymania trzeba by zbudować narzędzia monitorujące i cenzurujące właściwie całość komunikacji międzyludzkiej, ale części obecnych na sali wyraźnie się taki pomysł podobał – niezależnie od tego, jakie efekty działania takich narzędzi możemy zobaczyć już teraz. Z drugiej strony, podnoszone były postulaty liberalizacji np. poprzez skrócenie czasu trwania praw autorskich do 10 lat, co również wywoływało tyleż zróżnicowane, co ożywione reakcje.

Z punktu widzenia zawodowego artysty Internet może się jawić jako zagrożenie. Jest wyjątkowo sprawnym kanałem masowej dystrybucji, ale to zwiększenie zasięgu twórczości nie przekłada się w oczywisty sposób na większe zarobki. Jednocześnie „nowy świat” rzuca wyzwanie wyłączności autora na wykorzystanie utworu, która wcześniej nie była kwestionowana.

Z punktu widzenia reszty uczestników kultury Internet przynosi wiele nowych możliwości, ale też wiele zagrożeń. O ile w świecie analogowym prawo autorskie pełniło funkcję regulacji przemysłu kultury, dziś coraz głębiej ingeruje w życie zwykłych obywateli – w ich komunikację i ich ekspresję, czy mówimy o rodzicu filmującym tańczące dzieci, czy o kibicu twórczo wyrażającym dumę przy okazji Euro. Naturalnie, na takie odebranie prawa do własnej kultury ludzie nie mają zamiaru się zgodzić – i nie jest to tylko kwestia „edukacji”, jak chce Legalna Kultura.

Dlatego kwestia kontroli nad kulturą musi rodzić – i rodzi – realny spór. Ważne jest, żebyśmy umieli o nim racjonalnie rozmawiać, nie ulegając pokusom, by spłycać rzecz do „problemu piractwa” i „ograbiania artystów” z jednej strony, albo do „wysokich cen” z drugiej.

Komentarze

Dodaj komentarz