Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Afera Czajka-Wrona

31 sierpnia 2012 12:46
jaroslaw lipszyc

Strona Strata Kazika doprowadzila do ponownego wybuchu dyskusji o funkcjonowaniu rynków kultury i naruszaniu praw autorskich. Głos w sprawie zabrał Hirek Wrona :

Mam kilkanaście tysięcy płyt, za wszystkie zapłaciłem. Dziś w internecie jest wiele form by legalnie sprawdzić, czy dany produkt się nam podoba. Można wyrobić sobie opinię, czy kupić oryginał. Byli już tacy, którzy mówili, że ziemia należy do wszystkich i należy ją uwłaszczyć albo, że jest tylko jedna słuszna rasa: nordycka. Wiadomo, jak to się skończyło.

Radek Czajka, autor strony Strata Kazika, odpowiada :

Czytam więc, że Hirek Wrona uznał za stosowne na dzień dobry nazwać mnie jednocześnie złodziejem, komunistą i nazistą – tylko dlatego, że odważyłem się publicznie powiedzieć, że „argument «jakby nie ściągnął, to na pewno by kupił» jest bzdurą”.

Choć emocje w tej sprawie często biorą górę, to w dyskusjach pojawia się wiele ciekawych głosów. Wywiad z Hirkiem Wroną komentuje m. in. Andrzej Sienkiewicz :

Hirek, sprawa jest bardziej skomplikowana i używanie określeń typu „złodziej” świadczy o tym, że sobie rzeczy nie przemyślałeś.

1. Prawa autorskie należy nazywać „monopolem autorskim” a nie „własnością”. Bo nie jest to żadna własność. Od początku istnienia praw autorskich była to umowa społeczna – władza daje artyście monopol na kilka lat na zyski, w zamian za to, że dzieło trafia później do domeny publicznej. Chodzi o nie blokowanie rozchodzenia się idei – podstawy rozwoju cywilizacji. Ten okres był krótki – kilkanaście lub dwadzieścia kilka lat (podobnie jak patenty) od pierwszego rozpowszechnienia. Teraz prawo autorskie zdegenerowało się do 70 lat po śmierci autora – nie jest więc nawet prawem autorskim a formą prawa spadkowego – przez większość czasu ochrony autor nie żyje i nie tworzy nowych dzieł (co było warunkiem monopolu).

2. Nieumiejętność sprzedaży i dostosowania formy dystrybucji do potrzeb użytkownika ze strony przemysłu autorskiego jest głównym powodem piractwa. Po prostu produkt legalny jest do niczego w porównaniu do pirackiego. Pozyskać film, muzykę czy serial z torrenta jest szybciej, łatwiej i ma się znacznie lepszy wybór, szczególnie najnowszych rzeczy – niż z dystrybucji legalnej. Szczególnie w Polsce, gdzie dostęp jest poważnie utrudniony.
A ty mówisz coś o płytach… ja nie mam w domu od 7 lat urządzenia, które może odtworzyć CD!

3. Działania związane z ochroną utworów elektronicznych naruszają nawet dotychczasowe prawa konsumenta. Próby likwidacji bibliotek, blokowania odsprzedaży, blokowanie lokalnego kopiowania, które zmusza do kupowania wielokrotnego tego utworu na różne media… Mamy do czynienia z mnóstwem działań na szkodę użytkownika, za które ten odgryza się piractwem. Dam ci przykład z papierową książką – kupił ją mój ojciec. Czytał on, moja matka, ja, i moje dzieci. Następnie odsprzedałem ją w antykwariacie – gdzie trafiła do kolejnego domu, albo akademika… Czyli jak dobrze policzysz, dla książki papierowej przez cały okres jej eksploatacji, liczba zapłaconych „przeczytań” wynosi ile? 10-20%. W wersji e-booka właściciele monopolu chcą wziąć pieniądze za każde przeczytanie.

4. Każda twórczość „stoi na ramionach olbrzymów” – czyli ekstremalnie rzadko jest na prawdę oryginalna. Oczywiście raz na wiele lat w każdej dziedzinie trafia się geniusz, który tworzy nowe szkoły i style. Ale większość twórczości jest wtórna. Owa wtórność jest wręcz cechą podstawową twórczości. Dlatego też powinniśmy wrócić do podstaw umowy społecznej dotyczącej ograniczonego monopolu autorskiego i ograniczyć ochronę do kilkunastu lat za życia autora.

5. Sytuacja artystów była dotąd kiepska. Bo przemysł „pośredników” był ekstremalnie sprawny w przechwytywaniu większości „fruktów” z handlu licencjami. Artysta musiał brać co dają. Dziś internet i piractwo są alternatywą, która uderza przede wszystkim w tradycyjnych pośredników i skraca dystans między artystą i odbiorcą. Nie ma też wiarygodnych badań, które mówią, że artyści tracą. Są natomiast badania np z rynku norweskiego, że przez ostatnie 10 lat artystom się poprawiło, a pośrednikom pogorszyło. Jest pytanie, po czyjej stronie jesteś, Hirek :)

6. Obecny system ochrony jest tak chory, że wymaga natychmiastowej zmiany. Posiadacze praw autorskich stosują powszechnie terroryzm prawny, korumpują polityków, uchwalają prawa, które dają im uprawnienia śledczych, sędziów i egzekutorów (są jak sędzia Dredd). Na dodatek kary są absolutnie nieproporcjonalne do wykroczeń i naruszają spójność systemu prawnego (w USA 25 tys. USD za utwór, gdy za kradzież płyty CD ze sklepu można dostać maks. 2000).
Brak systemów odwoławczych (np w DMCA) i kontroli sprawia, że np Google szacuje że już 75% zgłoszeń naruszeń do YouTube jest nieprawdziwa – ale nie ma żadnej metody prawnej by temu zapobiegać...

Komentarze

Avatar
Paweł Stankiewicz
3 września 2012 13:45

Nie wszyscy dziennikarze muzyczni podzielają opinię pana wrony na temat istniejącego modelu dystrybucji muzyki. np. Antoni Piekut – http://antonipiekut.natemat.pl/29161,muzyka-powinna-byc-za-darmo zgłasza interesującą propozycje nowego systemu dystrybucji muzyki

Dodaj komentarz