Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Nie powinieneś potrzebować specjalisty od prawa autorskiego, aby udać się do dentysty

10 maja 2013 15:39
Paweł Stankiewicz

Do czego może służyć prawo autorskie? Eric Goldman w Forbesie opisuje ciekawą historię o bolącym zębie.

Rzecz się dzieje w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Pana Lee w październiku 2010 zabolał ząb. Jego ubezpieczyciel wysłał go do gabinetu pani doktor Makhnevich. W biurze dentytstki zaproponowano mu najpierw podpisanie umowy o wzajemnym poszanowaniu prywatności. Ta umowa, oparta o kontrakt rozprowadzany przez firmę o adekwatnej nazwie Medical Justice, zawierała ciekawe zapisy dotyczące praw autorskich do niepowstałych jeszcze utworów pana Lee: jego ewentualnych recenzji gabinetu. Wzajemność umowy też wydawała się problematyczna: w zamian za to, że pan Lee zobowiązał się do niepublikowania w internecie recenzji z wizyty, dentystka zobowiązywała się do niesprzedawania danych pacjenta firmom marketingowym. Zobowiązanie i tak będące wymogiem prawa dla gabinetu.

Pana Lee bolał ząb, zatem podpisał umowę. Po wizycie jednak uznał, że nie jest z niej zadowolony. Napisał krytyczną recenzję i umieścił ją m.in. na stronach serwisów Yelp, DoctorBase. Jak można się domyśleć dentystka nie była zadowolona z takich recenzji. Przysłała panu Lee szkic pozwu sądowego w którym domaga się 100 000 dolarów odszkodowania. Wysłała mu także rachunek na opiewający 100 dolarów za każdy dzień naruszenia jej praw autorskich. Wysłała też zawiadomienia do serwisów internetowych z prośbą o usunięcie postów autorstwa pana Lee do których posiadała prawa autorskie. Yelp nie zastosował się do jej próśb.

Pan Lee nie poddał się – pozwał panią Makhnevich, żądając unieważnienia umowy dotyczącej przeniesienia praw autorskich. W niedawnym zarządzeniu sąd podtrzymał pozew pana Lee odrzucając wniosek pani Makhnevich.

Eric Goldman zauważa, że przypadek pana Lee jest ciekawy, bo prawdopodobnie wiele osób podpisuje umowy takie jak pan Lee, ale nie wiele decyduje się na walkę sądową i w razie gróźb usuwa negatywne komentarze.

W taki sposób można wykorzystać w Stanach Zjednocoznych prawo autorskie do uciszania krytycznych wypowiedzi. Nieco podobnie do tradycji FUD obecnej w strategii działania kampanii antypirackich.

Co ciekawe firma Medical Justice zmieniła nazwę na eMerit i jednostronnie zadeklarowała, że nie używa już kontraktów o wzajemnym poszanowaniu prywatności, a dentystom i lekarzom oferuję usługę mającą zwiększyć ilość recenzji ich gabinetów w internecie.

zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/herry/424274849/sizes/z/, autor: HerryLawford, licencja: CC-BY

Komentarze

Avatar
Krzysiek
10 maja 2013 20:58

Nożem do krojenia mięsa też można zabić. Czy to oznacza, że nóż jest zły, czy że zła jest osoba, która w ten sposób z noża korzysta?

Avatar
13 maja 2013 10:07

Nóż zaprojektowany tak, że ma ostrą rękojeść, która rani przy krojeniu też byłby jednak mało funkcjonalny.
Sadzę, że obecny kształt prawa autorskiego nie jest idealny. Można sobie wyobrazić, że da się ustanowić takie zapisy, które chronią przed wykorzystaniem tego prawa do cenzurowania.

Avatar
Krzysiek
13 maja 2013 23:13

Problem nie polega na tym, że coś jest złej jakości i nie da się z tego korzystać, tylko że nawet najstaranniej wykonaną rzecz można użyć niezgodnnie z zaleceniem producenta.

Dodaj komentarz