Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Avatar

Potrzebujemy rzeczowej rozmowy o prawie autorskim

12 września 2018 09:40
Krzysztof Siewicz

Nową dyrektywę UE o prawie autorskim otacza gorąca atmosfera. Zdaniem jednych to jedyny sposób na to, aby twórcy otrzymywali wynagrodzenie i zagwarantowanie jego sprawiedliwego podziału. Drudzy przekonują, że to cenzura i śmierć internetu jakiego znamy. Wśród populistycznych haseł wielu osobom łatwo umyka to, że dyrektywa wpłynie przede wszystkim na to kto będzie decydować jak udostępniamy, odbieramy i uczestniczymy w rozwoju kultury (a także nauki, edukacji, technologii). Przy tak doniosłych skutkach potrzeba spokojnej i wyważonej debaty.

Od 6 lat taka debata toczy się na organizowanej przez fundację Nowoczesna Polska międzynarodowej konferencji CopyCamp. Kolejna edycja konferencji odbędzie się już 5 i 6 października w Warszawie, a otworzy ją panel dyskusyjny z udziałem przedstawicieli platform internetowych oraz organizacji zbiorowego zarządzania, a także artystów, którzy w obecnych realiach korzystają zarówno z tych pierwszych, jak i z tych drugich. Na konferencji wystąpi ponad 30 prelegentek i prelegentów, którzy zabiorą głos nie tylko na temat nowej dyrektywy UE, ale także szerzej o ochronie twórców, wycenie naruszeń, roli wydawców prasy, blokowania stron, blockchain, twórczym wykorzystaniu dziedzictwa, prawie i modzie, edukacji prawnej przez gry i podręczniki. Odbędą się także praktyczne warsztaty prawno-autorskie dla twórców. Jest to więc unikalna szansa na poznanie najnowszych trendów w dziedzinie „własności intelektualnej”, przez bezpośredni kontakt z europejskimi i światowymi autorytetami.

Wyszarpywanie przychodów z bezpiecznej przystani

Niestety, najgłośniejsze głosy w dyskusji jaka na temat dyrektywy toczy się w instytucjach i mediach, a tym samym też proponowane w jej ramach przepisy, koncentrują się na wyszarpnięciu dla uprawnionych większego udziału w przychodach platform. Opinii publicznej umyka fakt, że rozwiązania obecnie proponowane w tym celu wzmacniają kontrolę jaką nad obiegiem informacji sprawuje coraz mniejsza liczba pośredników. Poniżej przypominamy jaka jest istota problemu zbierając najważniejsze argumenty, które publikowaliśmy dotychczas na ten temat.

Kultura potrzebuje pośrednictwa pomiędzy twórcą i odbiorcą. Ale jednocześnie sposób działania pośredników istotnie wpływa na to jak w kulturze funkcjonują twórcy i odbiorcy, czyli my wszyscy. Pośrednictwo to, z uwagi na swoje doniosłe znaczenie dla rozwoju kultury nie powinno być jednak realizowane w modelu wypracowanym w sposób siłowy, bez wyważonego uwzględnienia interesów wszystkich stron.

Obecne pośrednicy powołują się na przepisy o „bezpiecznej przystani”. To zasada, zgodnie z którą nie odpowiadają za naruszenia praw autorskich popełnione przez użytkowników ich usług, o ile będą blokować zgłoszone przez uprawnionych dane. Niestety, istnieje wiele przypadków, w których blokowano treści całkowicie legalne, a także wiele historii o tym, jak trudno tradycyjnym producentom i wydawcom reagować na wszystkie bezprawnie umieszczane w serwisach utwory.

Model „bezpiecznej przystani” wymaga więc dostosowania. Także dlatego, że przez ostatnie kilkanaście lat doszło do istotnej koncentracji na rynku pośredników internetowych. Nie komunikujemy się już tak często za pomocą otwartej infrastruktury e-maila i www lecz coraz bardziej za pomocą kilku własnościowych serwisów i aplikacji. Oznacza to oczywiście, że przychody z internetowego pośrednictwa koncentrują się obecnie w rękach nielicznych. Ale oznacza to również, że wszyscy mamy jeszcze mniejszą swobodę i samodzielność w tym co i jak oglądamy oraz udostępniamy w internecie. To pośrednicy zyskują nad tym coraz większą kontrolę.

Kontrola nad informacją

Skupienie uwagi na transferze przychodów bez uwzględnienia kwestii kontroli nad informacją powoduje, że dyrektywa ogranicza się do zobowiązania internetowych platform do zapłaty wynagrodzenia uprawnionym albo uprzedniego wyłapywania i blokowania treści naruszających ich prawa. Wynagrodzenie będzie płatne na podstawie umów, a blokowanie najprawdopodobniej na podstawie sygnatur utworów przesyłanych platformie używanych do filtrowania treści przez automatyczne systemy. Indywidualni autorzy nie będą oczywiście w stanie samodzielnie zarządzać tym procesem na wszystkich platformach, przez co zostaną zmuszeni do korzystania z pośrednictwa wydawców i organizacji zbiorowego zarządzania.

Autorzy bardzo szybko znajdą się również po drugiej stronie systemu, jeżeli tylko samodzielnie zechcą umieścić swoje utwory na platformie internetowej. Ich prace zostaną przecież automatycznie poddane filtrowaniu. Jeżeli będą zbyt podobne do tego sygnatur cudzych utworów, to zostaną zablokowane, albo wynagrodzenie pójdzie na cudze konto. A automaty nie potrafią obecnie rozróżniać kontekstu, który w prawie autorskim decyduje o dopuszczalności wykorzystania cudzej pracy w drodze inspiracji, cytowania, parodii, czy możliwości czerpania z domeny publicznej. Choć prawo przewiduje możliwość odwołania się, to indywidualni autorzy nie będą w stanie samodzielnie odwoływać się od decyzji każdego serwisu, w odniesieniu do każdego utworu z osobna. Raczej zdecydują się dostosować swoją twórczość do sposobu działania automatycznych filtrów.

Wynagradzanie twórców bez oddawania władzy pośrednikom

Dążenie do zapewnienia przychodów twórcom nie powinno pomijać problemu kontroli nad informacją. System organizacji poboru i wypłaty wynagrodzeń powinien wymuszać neutralność pośredników, ich pasywną rolę w procesie obiegu informacji ze sfery kultury, nauki, edukacji i technologii. Takie systemy są znane i funkcjonują w odniesieniu do tradycyjnych mediów. W internecie mogłyby przybrać np. postać „opłaty blankietowej”, o której pisze Cory Doctorow w swojej książce „Information Doesn’t Want to Be Free”, a teoretyczne podwaliny są wynikiem badań takich autorytetów jak Neil Netanel, Alexander Peukert, Philippe Aigrain, czy Séverine Dusollier.

W Fundacji Nowoczesna Polska przygotowaliśmy niezależną analizę możliwości legalizacji niekomercyjnego dzielenia się plikami – w zamian za opłatę, użytkownicy zyskiwaliby licencję na rozpowszechnianie cudzej twórczości o ile jednak czyniliby to niekomercyjnie i bez pośrednika kontrolującego przekaz. Przeprowadzone kilka lat temu w ramach projektu „Alternative Compensation Schemes” badania holenderskiego IViR pokazały, że jest społeczna gotowość na wprowadzenie tego typu rozwiązań.

Zachęcam do rzeczowej dyskusji, zapraszam na CopyCamp!

Komentarze

Dodaj komentarz