Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Ugody w sprawie naruszeń - na co zwracać uwagę?

20 listopada 2014 12:22
Krzysztof Siewicz

Otrzymałeś wezwanie do zapłaty kilkuset złotych tytułem odszkodowania za naruszanie praw autorskich? Najprawdopodobniej wygląda to dość groźnie – wezwanie jest podpisane przez adwokata i zawiera informację o postępowaniu prowadzonym przez prokuraturę. Może być do niego dołączona gotowa do podpisania ugoda, sformułowana niezrozumiałym dla Ciebie językiem prawniczym. Z treści pisma możesz dowiedzieć się, że określona w ugodzie kwota jest korzystnie niska w porównaniu do odszkodowania, które może zasądzić sąd.

Na pytanie, czy wpłacić żądaną kwotę i odesłać podpisaną ugodę musisz odpowiedzieć samodzielnie. Jeżeli masz jakieś wątpliwości, to najlepiej skonsultuj je indywidualnie z radcą prawnym lub adwokatem. Najgorzej będzie jednak wtedy, gdy podejmiesz decyzję bez świadomości jej konsekwencji lub pozostając w błędzie co do tych konsekwencji. Staramy się je przybliżyć.

Wariant 1 – nie reagujesz na wezwanie lub wyraźnie odmawiasz podpisania ugody

Niepodpisanie ugody nie oznacza automatycznie, że sprawa zakończy się dla Ciebie gorzej. Nie ma też automatycznego przełożenia na polepszenie Twojej sytuacji. To, czy zostanie wniesiony przeciwko Tobie pozew zależy od wielu czynników, takich jak dowody, jakimi dysponuje druga strona, jej skłonność do ryzyka i zasobność portfela (opłaty sądowe i wynagrodzenie prawników). Ryzyko wytoczenia i przegrania sprawy sądowej jest ponadto dość istotnie uzależnione od okoliczności konkretnej sprawy i trudno tu formułować wskazówki, które byłyby aktualne w każdej sytuacji. Możemy jednak przedstawić ogólne informacje o zasadach, którym takie sprawy podlegają.

  1. Negatywnych konsekwencji zasadnie może się obawiać jedynie ten, kto istotnie dokonał naruszenia praw autorskich. Wezwania kierowane są zazwyczaj do osób, z którymi w trakcie postępowania karnego skojarzono numery IP komputerów – będą to zwykle osoby, które zawarły umowę na dostęp do Internetu. Sam fakt posiadania łącza internetowego, z którego dokonano naruszenia to prawdopodobnie za mało, aby powództwo zostało uwzględnione przez sąd (por. np. http://di.com.pl/news/50659,0,Czy_za_niezabezpieczone_Wi-Fi_mozna_odpowiedziec_Pytanie_istotne_dla_copyright_trollingu.html). Powód będzie musiał udowodnić coś więcej, jednocześnie jednak od aktywności pozwanego w tym procesie zależy w dużej mierze ile z istotnych okoliczności zostanie przez sąd uznane za udowodnione.
  2. Opłata licencyjna, jaką producent chciałby uzyskać za udzielenie licencji na rozpowszechnianie filmu w Internecie może istotnie wynosić kilkadziesiąt razy więcej niż kwota proponowana w ugodzie. Przed sądem rozstrzygające będą jednak nie subiektywne wyceny powoda, ale poparte dowodami wyliczenia, że istotnie taka kwota byłaby należna. Zakładając, że takie dowody zostaną nawet przedstawione (np. umowy zawarte z dystrybutorami itp.) oraz, że będą one adekwatne do opisywanej sytuacji (obecnie umowy zawiera się zazwyczaj na dostęp określany jako VoD lub streaming, zawieranie odpłatnych licencji na rozpowszechnianie w sieciach p2p należy do rzadkości), to z przepisów prawa autorskiego wynika, że można domagać się dwu- lub trzykrotności kwoty, która byłaby należna w chwili dochodzenia naruszenia, a nie w chwili jego dokonania. A przecież z czasem atrakcyjność danego utworu maleje. Jeżeli powód chciałby dochodzić szkód z daty naruszenia, to musi niestety wykazać wszystkie konieczne elementy (a w tym wysokość szkody, związek przyczynowy, winę). Pozostaje jeszcze praktyczna kwestia – czy, jak i kiedy taka kwota będzie możliwa do wyegzekwowania od pozwanego. Im mniej jest to realne, tym mniej prawdopodobne, że powództwo zostanie w ogóle wytoczone, choć formalnie prawo autorskie pozwala dochodzić dwukrotności, a w przypadku zawinionego naruszenia nawet trzykrotności należnej kwoty.
  3. Prawo autorskie ułatwia dochodzenie odszkodowania. Powód nie musi udowadniać nie tylko wysokości szkody (wystarczy wykazanie, że określona kwota byłaby należna za udzielenie licencji) ale też winy pozwanego. Zwolnienie z obowiązku wykazywania winy nie zwalnia jednak z obowiązku wykazania, że naruszenie zostało popełnione przez pozwanego, a nie przez kogoś innego. Jest to dość subtelne rozróżnienie, które jest jednak istotne, a w kontekście korzystania z Internetu nabiera szczególnego znaczenia. Omawiane tu wezwania kierowane są bowiem zwykle do użytkowników sieci p2p, a konkretnie użytkowników programów-klientów sieci p2p. Programy te zazwyczaj ułatwiają znalezienie umieszczonych w tych sieciach przez kogoś innego plików zawierających interesujące użytkownika materiały oraz administrują pobieraniem tych plików. Programy te często udostępniają pobierane przez użytkowników pliki, co w pewnym sensie stanowi istotę sieci p2p. Tę funkcję można co prawda wyłączyć, ale jest ona zazwyczaj domyślnie włączona. Pojawia się wobec tego pytanie, czy wszystkim pozwanym w procesach o naruszenie praw autorskich poprzez rozpowszechnianie w sieciach p2p można zarzucić sprawstwo z samego tylko powodu, że korzystali z tak domyślnie skonfigurowanego programu. Podkreślmy, że nie chodzi tu o świadomość w sensie możliwości przypisania im winy, ale możliwość stwierdzenia, że to oni, a nie ktoś inny jest osobą dokonującą naruszenia. Ilustruje to znany dowcip o rywalizacji pomiędzy USA i Związkiem Radzieckim, w którym amerykański gość w ZSRR wszystkie przedstawiane mu zdobycze socjalizmu komentuje „U nas w Nowym Jorku…”. Wreszcie, zostaje zaproszony do windy, w którym jest tylko jeden czerwony przycisk. Naciska ten przycisk i także wygłasza swoje „U nas w Nowym Jorku…”, na co jego przewodnik odpowiada „A Nowowo Jorka uże niet…”. W dowcipie tym Amerykanin nie tylko nie ponosi winy za atomową zagładę Nowego Jorku wywołaną naciśnięciem przycisku; on nie może zostać nawet uznany za sprawcę tej zagłady, skoro posłużono się nim jako czymś w rodzaju narzędzia, „przedłużenia ręki” osoby, która faktycznie zaplanowała cały proces wystrzelenia pocisku. Jak to się ma do naruszeń praw autorskich w sieciach p2p? Otóż nie można mieć pewności, że każdemu użytkownikowi oprogramowania służącego do obsługi tych sieci można istotnie zarzucić udostępnianie plików, nawet jeżeli taka funkcja jest w tym oprogramowaniu włączona. Wynika to z tego, że działanie tej funkcji może być (tak jak w przywołanym dowcipie) poza kontrolą użytkownika zwłaszcza, jeżeli w ocenie przyjmiemy model przeciętnego użytkownika niezdolnego do zorientowania się w pełni co do funkcji uruchamianego przez siebie oprogramowania. Istotne znaczenie powinno mieć tu także to, że programy do obsługi p2p oferowane są zazwyczaj jako programy do „pobierania”, a informacja o udostępnianiu znajduje się zazwyczaj dopiero w dokumentacji lub instrukcji (por. np. informacje na stronie http://www.bitcomet.com/, http://www.dobreprogramy.pl/BitComet,Program,Windows,13094.html, http://www.bittorrent.com/intl/pl/). Czy powyżej wskazane informacje różnią się od np. takiej i jakie informacje otrzymał konkretny pozwany – powinien ocenić sąd: Jest to zresztą fragment szerszego problemu – zwykły użytkownik instaluje zazwyczaj na swoim komputerze oprogramowanie w postaci skompilowanego kodu wynikowego. Ustalenie co taki program dokładnie robi nie jest tak naprawdę możliwe bez dekompilacji, co w zasięgu zwykłego użytkownika nie leży (podobnie jak samodzielne skompilowanie i zrozumienie kompilowanego kodu źródłowego). Wobec tego, użytkownik musi polegać na informacjach przekazywanych mu wraz z programem przez dystrybutora lub producenta. Oznacza to, że dla ustalenia sprawstwa powinno mieć znaczenie w jakim zakresie, jak i kiedy takie informacje zostały użytkownikowi przekazane.
  4. Udostępnianie w sieciach p2p nie oznacza, że każdy pobierający pozyskuje swoją kopię danego pliku od tylko jednego użytkownika tej sieci. Istotą obsługującego sieci p2p protokołu torrent jest podzielenie pobierania pomiędzy wiele różnych udostępniających tak, aby nie blokować połączeń internetowych. Oznacza to, że dany użytkownik musiałby zwykle dość długo utrzymywać plik na swoim dysku, aby pobrane zostały wszystkie jego części. Nawet w takiej sytuacji jest mało prawdopodobne, że wszystkie te części trafiły do jednego, konkretnego odbiorcy. Każdy odbiorca składa swoją kopię z części pozyskanych od wielu różnych udostępniających. W takiej sytuacji trudno jest postawić zarzut udostępniania całości utworu konkretnej osobie. Realnie możliwe jest zarzucenie udziału w udostępnianiu realizowanym wspólnie przez wiele różnych osób jednocześnie (choć bez świadomości takiego współuczestnictwa), a konkretnej osobie można będzie zazwyczaj udowodnić udostępnienie jedynie części pliku. Co istotne, dla odpowiedzialności cywilnej nie wystarcza samo usiłowanie – potencjalna możliwość pobrania całego pliku nie powinna być zatem uznana za naruszenie co do całości, a jedynie tych części, które faktycznie zostały pobrane.

Z formalnego punktu widzenia, poza wykazaniem wysokości należnej opłaty oraz tego, że pozwany istotnie jest sprawcą (ew. pomocnikiem itd.) naruszenia, powód musi wykazać szereg innych okoliczności, aby wygrać sprawę. W praktyce, część z nich sąd może uznać za udowodnione nawet jeżeli obiektywnie udowodnione nie zostaną – w polskim prawie obowiązuje zasada swobodnej oceny dowodów i każdy sąd kieruje się swoim rozumieniem okoliczności i dowodów. Techniczne skomplikowanie omawianego tematu działa tu jednak zwykle niekorzystnie w tym sensie, że to od aktywności pozwanego zależy często w praktyce, czy określone niuanse techniczne zostaną przez sąd dostrzeżone i uwzględnione. Należy się wobec tego liczyć z tym, że określone techniczne aspekty (jak np. te, które wyjaśniamy powyżej) zostaną niezrozumiane lub zrozumiane niezgodnie z rzeczywistością, co może zaważyć na wyroku zarówno w jedną, jak i w drugą stronę.

Wariant 2 – wpłacasz żądaną kwotę i odsyłasz podpisaną ugodę

Zawarcie ugody to dobre rozwiązanie, jeżeli perspektywa przegrania sprawy sądowej i zasądzenia o wiele wyższego odszkodowania jest realna. Jednak podpisanie ugody sformułowanej przez adwokata drugiej strony w sposób ewidentnie jednostronny i niekorzystny dla Ciebie może często skutkować poważniejszymi konsekwencjami niż jej niepodpisanie i uczestniczenie w postępowaniu sądowym.

Ugody, jakie proponowane są Internautom są często niekorzystnie dla nich sformułowane. Wynika to przede wszystkim z procedury ich zawierania, jaka proponowana jest w wezwaniu – odesłanie przez Internautę podpisanej ugody i wpłata kwoty, a następnie oczekiwanie na przesłanie podpisanego przez drugą stronę egzemplarza. Tymczasem, ugoda wiąże obie strony dopiero wtedy, gdy każda z nich ją podpisze. W momencie otrzymania jednostronnie podpisanego egzemplarza, zawierającego dodatkowo przyznanie się do winy i szereg innych oświadczeń, druga strona zyskuje ogromną przewagę i w zasadzie tylko od jej dobrej woli zależy, czy z niej nie skorzysta. Adwokaci związani są oczywiście zasadami etyki, ale wynajmujący ich klient już nie i może, dla przykładu, podpisany przez Internautę dokument udostępnić osobom trzecim lub organom ścigania. Jeżeli przyznanie się do winy znajdzie się w rękach Policji lub prokuratora, może to istotnie wpłynąć na negatywny dla tego Internauty przebieg postępowania karnego.

Najlepiej zatem domagać się, aby to druga strona pierwsza podpisała ugodę. W ostateczności, możesz przystać na podpisanie ugody w pierwszej kolejności, ale tylko wtedy jeżeli masz pewność, że podpisując nie składasz oświadczenia, które pozwoli drugiej stronie łatwiej dochodzić odszkodowania lub pogorszy Twoją pozycję w postępowaniu karnym. Do takich niekorzystnych postanowień ugody można zaliczyć:

  1. Przyznanie się do naruszenia, zwłaszcza, jeżeli Twoja rzeczywista rola ogranicza się do samego tylko dysponowania łączem internetowym, z którego utwór rozpowszechniono. Poza sprawcą, odpowiedzialność mogą co prawda niekiedy ponosić np. pomocnicy lub osoby, które pomimo szczególnego obowiązku nie dochowały należytego nadzoru nad sprawcą (np. jeżeli sprawcą jest dziecko). Nie ma jednak generalnej zasady, w myśl której abonent łącza internetowego ponosi odpowiedzialność za działania wszystkich, którzy z tego łącza korzystają. Jeżeli np. zgodzimy się na zapłatę określonej kwoty będąc jedynie abonentem, to umożliwiamy drugiej stronie uniknięcie konieczności wykazywania, że odpowiedzialność abonenta w ogóle istnieje. Ponadto, nie wyłączamy możliwości dochodzenia dodatkowej kwoty od samego sprawcy.
  2. Przyznanie okoliczności, które nie są prawdziwe lub nie są pewne, bądź byłyby bardzo trudne do wykazania przez drugą stronę. Chodzi tu zwłaszcza o powiązanie konkretnego adresu IP, z którego udostępniano pliki z konkretnym sprawcą. Chodzi także o przyznawanie wszystkich tych kwestii, które opisywaliśmy jako wątpliwe w Wariancie 1 – np. przyznanie własnej lub cudzej (tj. np. domownika) świadomości co do dokonywania naruszenia, gdyż po tym odpada w zasadzie możliwość kwestionowania tej świadomości przed sądem. Chodzi ponadto o to, że objęcie ugodą tylko i wyłącznie ściśle określonych okoliczności (np. rozpowszechnianie o określonym czasie) samo w sobie nie pozbawia drugiej strony możliwości dochodzenia roszczeń za to samo naruszenie dokonane poza okolicznościami opisanymi w ugodzie (czyli np. rozpowszechnianie w czasie, którego ugoda nie dotyczy).
  3. Brak gwarancji, że ugoda zawierana jest z uprawnionym co do całości praw do utworu. W jednym filmie mogą znajdować się utwory i prawa pokrewne wielu różnych osób. Choć zazwyczaj wszystkie te prawa nabywa od nich producent, to nie zawsze musi tak być. Producent nie musi też upoważnić adwokata do dochodzenia roszczeń z tytułu naruszenia wszystkich tych praw. Podpisanie ugody z przedstawicielem tylko części uprawnionych to najlepsza droga do tego, aby za chwilę do naszych drzwi zapukały kolejne osoby. Nie ma zresztą w ogóle gwarancji, że osoba, która proponuje nam ugodę jest w ogóle do tego uprawniona (chodzi nie tylko o to, czy adwokat dysponuje ważnym pełnomocnictwem, ale czy ten, kto mu tego pełnomocnictwa udziela jest istotnie producentem, wydawcą, twórcą itd.).
  4. Brak zobowiązania drugiej strony do podjęcia wszelkich starań, aby postępowanie karne nie zakończyło się dla Ciebie niekorzystnie. Samo zawarcie ugody nie przekłada się wtedy w ogóle na postępowanie karne – może ono być kontynuowane i może zakończyć się oskarżeniem i skazaniem.

Wariant 3 – podejmujesz próbę negocjowania treści ugody

Ugoda jest umową pozwalającą znajdującym się w sporze stronom uniknąć postępowania sądowego, a mimo to zaspokoić jakieś interesy. Warto podkreślić, że na treść ugody muszą zgodzić się obie strony i teoretycznie nie może mieć miejsca sytuacja, w której jedna ze stron narzuca jej treść drugiej.

Negocjując ugodę, czy też ogólnie kontaktując się z drugą stroną należy oczywiście przestrzegać dobrych zasad negocjacji prawnych – ograniczać rozmowy do niezbędnego minimum i meritum tak, aby nie doszło do niepotrzebnego dostarczenia dowodów przeciwko samemu sobie lub innym (np. domownikom). W negocjacjach ugodowych nie ma obowiązku wyjaśniania okoliczności domniemanego naruszenia. Kontaktując się warto m.in. pamiętać, do kogo konkretnie ugoda została skierowana oraz kogo ona ostatecznie obejmie. Osoby nie będące stroną ugody (np. pozostali domownicy) nie mogą się na nią powoływać i wobec tego warto domagać się aby podpisanie ugody skutkowało nie tylko wycofaniem roszczeń wobec Ciebie, ale także wyraźnym zrzeczeniem się ewentualnych roszczeń wobec innych osób, których mogłyby one dotyczyć (np. pozostałych użytkowników danego łącza internetowego).

Jeżeli podpisanie ugody nie ma narazić Ciebie na negatywne konsekwencje, powinna ona co najmniej uwzględniać następujące kwestie:

  1. Brak przyznania się do naruszenia. W sytuacji, w której obie strony mają realny wpływ na postanowienia ugody, przyjmuje ona zwykle brzmienie, w którym potwierdzany jest jedynie zarzut naruszenia i istnienie sporu pomiędzy stronami. Określona w umowie kwota płacona jest wtedy nie tytułem odszkodowania, ale tytułem ugodowego zakończenia sprawy oraz w zamian za zrzeczenie się przez drugą stronę roszczeń, jakie mogłyby jej ewentualnie przysługiwać. Istotą ugody nie jest przesądzenie, że do naruszenia doszło, ani że zarzuty są zasadne. Jest nią zobowiązanie, że w zamian za zapłatę określonej kwoty (lub inne świadczenie) rzekomy pokrzywdzony nie będzie dochodził swoich ewentualnych roszczeń. Z punktu widzenia rzekomego sprawcy jest niezwykle istotne, aby do takiego zrzeczenia się roszczeń doszło w ugodzie w sposób wyraźny, bezwarunkowy i pełny.
  2. Brak przyznania okoliczności naruszenia, zwłaszcza gdy są one niepewne lub trudne do udowodnienia. Ugoda nie powinna kreować rzeczywistości ani dostarczać dowodów przeciwko Tobie. Zresztą, opis działań rzekomego sprawcy nie jest w ugodzie potrzebny w tym sensie, że aby było wiadomo czego ugoda dotyczy wystarczy jedynie opis roszczeń, które są jej przedmiotem. Innymi słowy, w ugodzie nie ma potrzeby opisywania kto, co i kiedy zrobił, a jedynie że jest mu zarzucane naruszenie praw autorskich do określonego utworu (np. tytuł filmu).
  3. Brak opisu roli Internauty. Odpowiedzialność ponosi co do zasady sprawca, czyli konkretna osoba, która swoim działaniem doprowadziła do naruszenia – w omawianym kontekście będzie to osoba, która dokonała rozpowszechnienia utworu bez licencji. Z tego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na te postanowienia ugody, które opisują rolę, w jakiej występują strony. Podobnie jak powyżej, ugoda nie musi takiego opisu w ogóle zawierać, a dodanie jego w niewłaściwy sposób może znacznie pogorszyć sytuację opisywanej strony.
  4. Ugoda powinna zawierać realne gwarancje, że jeżeli z tytułu tego samego rzekomego naruszenia swoje roszczenia zaczną wobec nas zgłaszać tzw. „osoby trzecie”, to roszczenia te zostaną zaspokojone przez drugą stronę ugody.
  5. Ugoda powinna wyraźnie zobowiązywać drugą stronę do podjęcia wszelkich niezbędnych czynności zmierzających do tego, aby postępowanie karne nie zakończyło się oskarżeniem i skazaniem. Uprawniony nie może oczywiście dać gwarancji, że tak się stanie (ostatecznie postępowanie takie kontroluje prokurator i sąd), ale może mieć na to dość istotny wpływ.

Komentarze