Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska

Opublikowano 29 stycznia 2013

Manifest Otwartego Dostępu

Informacja to władza. Zawsze znajdą się tacy, którzy chcą ją mieć tylko dla siebie. Światowe dziedzictwo kultury i nauki, wcześniej przez wieki publikowane w książkach i czasopismach, a teraz coraz częściej digitalizowane, zaczyna przejmować garstka prywatnych korporacji. Chcesz czytać o najnowszych osiągnięciach nauki? Musisz słono płacić wydawcom, takim jak Reed Elsevier.

Są jednak ludzie, którzy usiłują to zmienić. Ruch Otwartego Dostępu nieprzerwanie walczy o to, by naukowcy nie musieli zrzekać się praw autorskich do swoich prac, lecz mogli je publikować w internecie na warunkach pozwalających każdemu uzyskać do nich dostęp. Jednak nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu, trud tych działań będzie dotyczył tylko przyszłych publikacji. Wszystkie, które powstały do tej pory, przepadną.

To zbyt wysoka cena. Kazać naukowcom płacić za dostęp do prac ich kolegów? Skanować całe biblioteki, ale tylko ma potrzeby użytkowników Google’a? Udostępniać artykuły naukowe dla elitarnych uniwersytetów Pierwszego Świata, ale już nie dla dzieci z Globalnego Południa? To oburzające i nie do przyjęcia.

Wiele osób mówi: „Zgoda, ale co możemy zrobić? Firmy przejmują prawa autorskie, pobierając gigantyczne pieniądze za dostęp do publikacji i to jest całkowicie zgodne z prawem. Nie możemy ich powstrzymać.” Ale możemy jedno: wciąż podejmować walkę.

Ci z was, którzy mają dostęp do tego typu zasobów – studenci, bibliotekarze, naukowcy – otrzymaliście przywilej. Czerpiecie z obfitości wiedzy, podczas gdy reszta świata żebrze o prawo wstępu. Ale nie musicie i – z etycznego punktu widzenia – nie możecie zawłaszczać sobie tego przywileju. Jesteście zobowiązani do dzielenia się nim ze światem. Powinniście wymieniać się hasłami dostępu ze znajomymi i na życzenie ściągać dla nich wybrane materiały.

Jednocześnie ci, którzy zostali wykluczeni, nie pozostają bierni. Przeciskają się przez dziury, wspinają na ogrodzenia, aby uwolnić informacje skrywane przez wydawców i dzielić się nimi z przyjaciółmi.

Jednak inicjatywy te podejmowane są z dala od światła dziennego. Nazywane są kradzieżą lub piractwem, jak gdyby dzielenie się bogactwem wiedzy pod względem moralnym było tożsame ze splądrowaniem statku i wymordowaniem jego załogi. Dzielenie się nie jest nieetyczne – to moralny imperatyw. Tylko zaślepieni chciwością odmówią zrobienia kopii przyjacielowi.

Niewątpliwie wielkie korporacje zaślepia chciwość. Tego wymagają ich wewnętrzne regulacje: udziałowcy nie zaakceptują innych rozwiązań. Przekupieni politycy ustanawiają prawa dające korporacjom wyłączność na decydowanie, kto może kopiować.

Nie ma sprawiedliwości w wypełnianiu niesprawiedliwego prawa. Najwyższa pora wyjść z cienia i – w imię długiej tradycji obywatelskiego nieposłuszeństwa – wyrazić sprzeciw wobec prywatnego zawłaszczania publicznej kultury.

Musimy pozyskiwać informacje, gdziekolwiek są przechowywane, kopiować je i dzielić się nimi ze światem. Musimy odnajdować materiały, do których prawa autorskie wygasły i je archiwizować. Musimy kupować sekretne bazy danych i zamieszczać je w internecie. Musimy ściągać czasopisma naukowe i umieszczać je w sieciach wymiany plików. Musimy walczyć o Otwarty Dostęp.

Jeśli będzie nas wystarczająco wielu, nie tylko wyślemy wyraźny sygnał sprzeciwu wobec prywatyzacji wiedzy, ale także sprawimy, że ten proceder przejdzie do historii.

Czy przyłączysz się do nas?

Aaron Swartz

Lipiec 2008, Eremo, Włochy

Licencja: Domena Publiczna