Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Mam prawo ściągać filmy!

17 grudnia 2012 05:01
Redakcja

Artykuł 23 paragraf 1 Ustawy z 4 lutego 1994 O prawie autorskim i prawach pokrewnych pozwala na korzystanie z już rozpowszechnionych utworów w zakresie własnego użytku osobistego: Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego.

Do obowiązków prawnych użytkownika nie należy sprawdzanie czy filmy umieszczone w internecie zostały rozpowszechnione w sposób legalny czy nie.

Wyjątkiem jest ściąganie filmów, muzyki czy książek za pomocą sieci peer-to-peer (takie jak BitTorrent czy eDonkey), co zazwyczaj wiąże się także z udostępnianiem plików innym osobom, z którymi nie mamy więzi rodzinnych lub towarzyskich, co wykracza poza dozwolony użytek (paragraf 2 artykułu 23 ustawy o prawie autorskim: Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.)

Aby dowiedzieć się więcej, zajrzyj do pierwszej pomocy w prawie autorskim.

Więcej o kampanii: Kampania społeczna Prawo Kultury.

Komentarze

Avatar
Łukasz
20 grudnia 2012 12:37

A czy jeśli korzystam z peer-to-peer z zablokowanym wysyłaniem, czyli tylko pobieram, a nie udostępniam to też naruszam prawo czy nie?
W końcu pobieram film, który jest już rozpowszechniony, ale sam go dalej nie rozpowszechniam…

Avatar
Czarodziejka
20 grudnia 2012 16:47

Z tego co wiem, to w peer-to-peer opcja wysyłania innym podczas ściągania jest automatyczna, a minimum to wysyłanie 10 kB.

Avatar
20 grudnia 2012 20:22

@Łukasz Jeśli korzystasz z z peer-to-peer z zablokowanym wysyłaniem, to naruszasz inne prawo – przyzwoitości i szacunku dla innych użytkowników systemu

Avatar
Jan Kowalski
20 grudnia 2012 23:39

A jak to jest z systemami Peer-to-mail? Tam wszystko działa w jedną stronę, ściągamy ale niczego sami nie udostępniamy

Avatar
MetAtroN
21 grudnia 2012 01:19

Mowa tutaj o udostępnianiem plików, a dopóki nie osiągniemy 100% postępu w torrencie jedyne co udostępniamy to bezwartościowe ciągi bitów. Dopiero seedując pełnego torrenta udostępniamy pełnowartościowy plik. Możemy usunąć torrenta zaraz po osiągnieciu 100%. Co wyśle to wyśle, ale to nigry nie jest pełen plik. Tylko naruszamy tutaj coś o czym wspomniała @krolowanocy – seedowanie jest w zasadzie niezbędne. Przynajmniej jedna osoba musi udostępniać 100%.

A jaka w tym miejcu byłaby interpretacja plików pobieranych przez serwisy typu rapidshare czy podobne? Zwykle linki dostajemy na jakich forach, na których trzeba się zarejestrować, można wymienić pare zdań z osobą udostępniającą. Czy w takim wypadku zachodzi wspomniany „związek ososity”? Czy musimy mieć fizyczny kontakt z daną osobą i internetowy znajomy ze Stanów nie kwalifikuje się do tej kategorii, jako że nigdy nie widzieliśmy go na oczy?

Avatar
Radosław Czajka
21 grudnia 2012 09:39

Nie ma definicji „związku osobistego”, i, o ile wiem, nie było jeszcze procesu, w którym sąd podjąłby się oceny, czy dwie osoby są w wystarczająco dobrymi znajomymi, żeby móc się dzielić muzyką. Na pewno byłoby to ciekawe.

Avatar
Pablo
21 grudnia 2012 22:02

No właśnie, czy jest ktoś w stanie rozstrzygnąć sprawę, czy ściąganie torrentem (a więc jednocześnie udostępnianie) jest legalne/nielegalne?

Avatar
Radosław Czajka
21 grudnia 2012 22:08

Ściąganie torrentem przy jednoczesnym udostępnianiu nie jest legalne. Udostępnianie (nawet tylko po kawałku) nie wchodzi w dozwolony użytek. No chyba, oczywiście, że mamy tracker BT tylko dla znajomych i rodziny.

Avatar
Magdalaena
23 grudnia 2012 22:33

Muszę przyznać, że po przeczytaniu tego artykułu nadal nie jest dla mnie jasne, jakie działania Państwa zdaniem obejmuje to „korzystanie z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”. Bo jedyne co przychodzi mi do głowy to oglądanie filmów na YouTube.

Jeśli odrzucimy serwisy peer-to-peer i utwory dobrowolnie udostępnione przez autorów, to czy coś jeszcze nam zostanie?

Może chomik? ale czy wtedy można mówić o rozpowszechnieniu utworów? jakie dokładnie są zapisy w jego regulaminie i na ile zmieniają prawa użytkowników?

Avatar
Pablo
24 grudnia 2012 01:02

Pani Magdo,
z tego co rozumiem (i wedle odpowiedzi p. Radka), że jedyną legalną metodą ściągania filmów i muzyki jest korzystanie z plików umieszczonych na hostingach (RapidShare, MediaFire…i inne). Wtedy się ściąga (czyt. domyślnie na dozwolony użytek) jednocześnie nie udostępniając.

Avatar
Frędzel
24 grudnia 2012 14:22

Bardzo ciekawa inicjatywa – jednak odrobinę problematyczna na moje oko nawigacja na stronie (zwłaszcza dotarcie do trzech „najważniejszych” slajdów). Ale mniejsza o to. Interesuje mnie taka kwestia – jak to wygląda w Polsce z legalnością serwisów, które są zbiorem linków do filmów.seriali? Czy to jest/będzie nadal postrzegane jako „pomocnictwo w piractwie”, czy jak to tam sobie nazywają prokuratorzy?

Avatar
Jakub
29 grudnia 2012 01:23

Jakkolwiek coś jest, albo nie jest legalne, to bardzo trudno jest udowodnić, kto używał akurat komputera.

Poza tym nawet jeżeli mamy taki film, to należałoby nam udowodnić, że go nie zakupiliśmy. Jako osoby prywatne nie musimy mieć potwierdzenia zakupu, ani oryginalnego opakowania itd.. Dodatkowo zgodnie z logiką nie można udowodnić, że coś nie zaszło, bo i skąd wziąć dowody? Np. dowód, że nie kupiliśmy czegoś jest w praktyce niemożliwy.

Avatar
Maciej Zieliński
9 stycznia 2013 14:48

Z mojego punktu widzenia powyższa wymiana informacji zaczyna wyglądać jak poradnik „jak ściągać/nie płacić i nie narazić się na odpowiedzialność”. Wszystkim którzy w ten sposób korzystają z chronionych dóbr kultury polecam legalny dostęp. Twórcy mają się w naszym kraju coraz gorzej i jeśli nie chcemy być za 20 lat krajem wyjałowionym kulturalnie – dbajmy o ich wynagradzanie, kupujmy muzykę, filmy i inne treści. Jeśli chodzi o regulacje prawne to pewne jest to że można w opisany wyżej sposób dzielić się treściami z najbliższym kręgiem znajomych pod moim zdaniem oczywistym warunkiem zakupu tych treści w sposób legalny (trzeba wejść w ich posiadanie). Dzielenie się treściami, których się nie nabyło lub rozpowszechnianie ich w większej skali niż najbliższy krąg krewnych i znajomych jest w oczywisty sposób naruszeniem prawa i wynika to także z ustawy o prawie autorskim:

Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.

Avatar
Magdalaena
9 stycznia 2013 15:00

@Maciej Zieliński – a nie wściekasz się, jeśli chcesz kupić jakieś dobra kultury, a okazuje się, że artysta nie chce Ci ich sprzedać? Ew. sprzedaje w jakichś idiotycznych formatach czy pakietach, które czynią zakup bezsensownym ew. nieopłacalnym.
Np. dlaczego większość nowości z polskiej muzyki można kupić tylko w postaci płyt CD? Albo dlaczego w Polsce nie da się kupić prawa do jednokrotnego obejrzenia serialu – co jakiś czas znajduję takie sklepy/ portale, ale zawsze w końcu okazuje się, że są otwarte tylko na rynek amerykański, ew. mają tam same starocie typu „Lalka”.

Avatar
Maciej Zieliński
9 stycznia 2013 15:37

Niestety problem jest skomplikowany. Polska muzyka jest w odwrocie od wielu lat. Media nadają głównie muzykę zagraniczną, co gwałtownie zmniejsza polski rynek muzyczny. Nowej polskiej muzyki na wysokim poziomie jest mało bo nowi artyści mają duży problem z przebiciem się do szerszej publiczności. Internet temu pomaga, ale nie pozwala zarobić na muzyce w taki sposób żeby zwróciły się koszty i można było żyć. Taki stan polskiej muzyki powoduje niewielkie zainteresowanie nią firm sprzedających treści muzyczne. iTunes „wszedł” do Polski raptem rok temu, a polskiej muzyki jest tam bardzo mało. Niestety w polsce serwisy sprzedające muzykę w plikach nie dają rady w kontekście piractwa. Chyba tylko Muzodajnia ma jaki taki sukces, ale w dużej mierze wynikający z partnerstwa z Plusem.
Co do filmów i seriali to wiem że jest sporo serwisów VOD, chociażby IPLA. Na razie te serwisy mają też problem z przyzwyczajeniami wielu polskich odbiorców do rozwiązań pirackich. Miejmy nadzieję że to się unormuje w najbliższym czasie, bo moim zdaniem jednym z powodów piractwa jest też słaba dostępność legalnych treści…

Avatar
Magdalaena
9 stycznia 2013 16:45

Niestety w świecie mediów, artysta jest w pewnym sensie monopolistą – tylko on może sprzedawać swoją muzykę i jeśli np. nie ma nowej płyty T.Love w formacie mp3, to nawet najkorzystniejsza oferta Lady Gagi mnie nie urządza.

Co do IPLA – tam są same stare polskie seriale, te które mogłam i mogę nadal oglądać w TV. Nie ma co liczyć np. na Breaking Bad, który Polsat porzucił po kilku obiecujących odcinkach.

Avatar
lolek
9 stycznia 2013 17:04

„iTunes „wszedł” do Polski raptem rok temu, a polskiej muzyki jest tam bardzo mało. Niestety w polsce serwisy sprzedające muzykę w plikach nie dają rady w kontekście piractwa.”

chyba z iTunes nie jest tak zle:
http://www.ekonomia24.pl/artykul/811896.html

pewnie wyniki za 2012 beda lepsze

Avatar
Maciej Zieliński
18 stycznia 2013 16:41

@lolek
Wyniki sprzedaży iTunes o których mowa w linku dotyczą głównie muzyki zagranicznej…

Avatar
Maciej Zieliński
20 stycznia 2013 14:41

1) tzw. piractwo dotyczy chyba tez muzyki zagranicznej

2) to, ze nie ma tam muzyki polskiej to nie jest problem uyztkownikow internetu, tylko wydawcow i OZZow (pamietam jak przy dyskusji w sprawie ACTA byla informacja, ze iTunes nie za bardzo chce polskich piosenek bo polskie OZZy chca za duze tantiemy i rodzime utwory bylyby drozsze niz zagraniczne)

Avatar
lolek
20 stycznia 2013 14:58

ostatni komentarz powinien zaczynac sie od:
„@Maciej Zieliński
…”

wkleilem dane P. Zielinskiego w pole Nazwa

Avatar
Maciej Zieliński
20 stycznia 2013 15:52

Właśnie się ździwiłem że ktoś nazywa się tak samo jak ja :-)
ad 1) piractwo dotyczy oczywiście podobnie muzyki zagranicznej, ale po prostu w iTunes jest jej dużo więcej, a polskiej muzyki bardzo mało.
ad 2) to że tej muzyki jest tak mało nie jest winą użytkowników internetu chyba że działają piracko. Nie jest to też wina wydawców i OZZ. Umowa ZAiKSu z iTunes została podpisana bardzo szybko i z tego co wiem bez problemów. Wcześniej iTunes nie wchodził do Polski bo z ich punktu widzenia rynek był zbyt nasycony piractwem i za mało nasycony urządzeniami mp3 Apple’a. Kłopot poważny powodujący małą ilość polskiej muzyki w iTunes to także brak polskiego agregatora, który w łatwy sposób wprowadzałby ją do iTunes. Polscy wydawcy, muzycy, producenci muszą więc korzystać z pośredników zagranicznych, a to często utrudnia ten proces. To nie zawsze dla wszystkich jest jasne ale nie można sprzedawać muzyki w iTunes bezpośrednio…

Avatar
lolek
20 stycznia 2013 16:21

1) no i sa zyski (czyli mimo piractwa jest sprzedaz), co cieszy EMI i SPAV

2) czyli problem jest bardziej zlozony i nie wynika tylko z piractwa ale z problemow logistycznych i technicznych rowniez (mimo wszystko jesli utwory zagraniczne sie sprzedaja – 60 proc. wzrost w 2011 – to chyba ze sprzetem do odtwarzania w Polsce nie jest tak zle) – zagraniczny wydawcy radza sobie lepiej (tym bardziej, ze iTunes to platforma zagraniczna), rodzimi muzycy powinni oczekiwac od swoich „mecenasow” tego samego – sprawnosci w dystrybucji mediow a nie tylko w sprawnosci karania tzw. piratow (moze nowo zalozony zwiazek zawodowy pomoze muzykom w tej pierwszej kwestii)

Avatar
Krisswald
6 lutego 2013 23:29

Artykuł bazuje na Art25 ustawy, gdzie mowa o „już rozpowszechnionym utworze” ale czy ukradziona książka wystawiona na chomiku jest takim utworem? Proszę prezczytać Art 6 Ust.1 Pkt.3) „utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie;”. Zwróciliście uwagę na warunek „za zezwoleniem twórcy”? Zatem nie ma mowy o „już rozpowszechnionym utworze”.
To samo w cytowanym już
Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy

Moim zdaniem brak uzasadnienia do stawianych we wstępie do tego artykułu tez.

Avatar
Radosław Czajka
7 lutego 2013 09:43

Udostępniony za zgodą twórcy musi być utwór (tj. przedmiot prawa autorskiego), a nie konkretny egzemplarz, z którego korzystamy. Ustawa wyraźnie to rozróżnia.

Avatar
Rafal
9 lutego 2013 23:52

...Wszystkim którzy w ten sposób korzystają z chronionych dóbr kultury polecam legalny dostęp…

Panie Macieju, w zupełności się z tym zgadzam. Brakuje mi tylko platformy, która taki dostęp by mi oferowała. Nie jestem jakimś wielkim telewidzem czy kinomanem. Na filmy chodzę do kina, raz na kilka miesięcy. Oglądam tym samym czasie maksymalnie dwa seriale. Czasami starsze czasami nowsze. Nie interesuje mnie kupowanie pakietów TV satelitarnej z 10000 kanałami, tylko po to żeby te dwa seriale obejrzeć. Często i tak jest to nie możliwe, bo np pierwsze odcinki leciały dwa lata temu.

Na jaki model legalnej dystrybucji czekam? Na taki jak na sławnym, niesławnym Chomiku. Oferta w której jest wszystko. Mam konto u mojego dostawcy TV, mogę je doładować i obejrzeć dowolny odcinek dowolnego serialu kiedy chcę. Odcinek kosztuje jakieś rozsądne pieniądze, powiedzmy 1zł.

Avatar
Maciej Zieliński
10 lutego 2013 18:06

Zgadzam się że oferta cyfrowa w Polsce jest niewielka. To jest jeden z powodów piractwa, ale piractwo jest też powodem że ta oferta nie powiększa się. Udostępnianie treści cyfrowych jest kosztowne. Jeśli ktoś miałby to robić na większą skalę musi móc na tym zarabiać. W Polsce dotychczas nie wygląda to dobrze. Cieszę się że w komentarzach przynajmniej część osób deklaruje chęć płacenia za zasoby kulturalne. Tak popularne ostatnio postulaty aby zmieniać prawo autorskie i udostępniać wszystko za darmo są zakładaniem stryczka na własną szyję. Takie „uwolnienie” być może sprawiłoby w tej chwili trochę radości dużej części społeczeństwa, ale bardzo łatwo wykończyłoby twórców oraz firmy które inwestują swoje pieniądze w projekty kulturalne. My odczulibyśmy ten brak twórców i nowych nie od razu. Nasze dzieci natomiast rosłyby już na swego rodzaju pustyni kulturalnej. Profesjonalini twórcy zniknęliby z naszego krajobrazu kulturalnego, podobnie jak projekty wymagające sensownych budżetów. Twórczość kulturalna byłaby domeną hobbistów a nie twórców profesjonalnych. Duży naród w centrum Europy nie powinien tak podchodzić do własnej kultury. Na koniec banalny apel: płaćcie przynajmniej za kulturę polską! To wróci do Was na wiele różnych sposobów… Myślę że to też element współczesnego patriotyzmu. Ja jako Polak chcę mieć własną kulturę narodową, tożsamość i pięknie odróżniać się od reprezentantów innych narodów. Czego i Wam życzę...

Avatar
Michał
3 marca 2013 11:07

W TVN występował aktor i aktorka. Mówili chyba o portalu legalna kultura.

na stronie tej np jest taka strona http://legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/48,sciagasz-to-sie-nie-oplaca

a na niej „Ściągasz? To się nie opłaca!

12.03.12

Naruszenie praw autorskich pociąga za sobą określone konsekwencje. Twórca utworu może żądać między innymi usunięcia skutków naruszeń, zaniechania naruszania czy zapłaty odszkodowania. Jeżeli autor dzieła utracił spodziewane korzyści lub jego majątek został uszczuplony, to może żądać wydania uzyskanych korzyści.”

To jak to w końcu jest z tym pobieraniem?

Avatar
ggg
3 marca 2013 16:34

@Michał
W artykule ze strony legalnakultura.pl jest mowa o skutkach NARUSZENIA praw autorskich (tytuł jest mylący i nie do końca koresponduje z treścią tego artykułu), a w informacji na tej stronie powyżej jest mowa o tym, że ściąganie filmów w ramach własnego użytku osobistego (bez ich jednoczesnego udostępniania) takim NARUSZENIEM NIE JEST. I trzeba tylko pamietać że dotyczy to filmów (i muzyki) a nie programów !

Avatar
Rafal
28 czerwca 2013 19:59

...Zgadzam się że oferta cyfrowa w Polsce jest niewielka…

To mało powiedziane. Jak widzę oferty oferty wypożyczalni typu vod.pl to aż ciśnie mi się na usta stwierdzenie, „dobrze obejrzę coś z waszego repertuaru ale jak mi za to zapłacicie”

...Udostępnianie treści cyfrowych jest kosztowne…

Niestety tak ale wzrastająca przepustowość łącz powinna pozwolić na dotarcie z treścią do większej ilości osób za mniejsze kwoty. Zysk z dużego obrotu.

Avatar
kosmos
7 sierpnia 2014 12:09

ggg, też właśnie czytałem, że ścąganie na własny użytek np. właśnie filmu jest dopuszczalne http://www.eporady24.pl/dozwolony_uzytek_w_prawie_autorskim,artykuly,17,57,1179.html – tu piszą, że właściwie nie jest nielegalne ;) czyli można. sądzę jednak, że nie ma sę tym co chwalić na wszelki wypadek.