Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Wspierane przez
Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Avatar

Pośrednicy w handlu kulturą nie chcą być pariasami

15 maja 2013 13:41
Paweł Stankiewicz

Nowe stowarzyszenie, które tworzą wydawcy prasy, książek, nadawcy telewizyjni i producenci filmowi chce przygotować raport pokazujący skalę piractwa. Inicjatorzy stowarzyszenia „Kreatywna Polska” przedstawili wczoraj swój manifest. Czytamy w nim m.in.: „Nie domagamy się specjalnych praw. Nie godzimy się jednak być pariasami pozbawionymi możliwości finansowania warsztatów pracy, pozbawionymi podstawowych ubezpieczeń i emerytur, uznawanymi za hałaśliwe, roszczeniowe zło konieczne”. Stowarzyszenie ma skupiać tych, którzy udowadniają, że „w Polsce można i należy tworzyć, a nie tylko kopiować i rozpowszechniać”.

Kreatywna Polska chce na początek swojej działalności podpisać z rządem Pakt dla Twórczości i Innowacyjności, a za rok zwołać kongres Kreatywnej Polski. Stowarzyszenie ma zamiar także „wypracować zmiany w edukacji najmłodszych aby następne pokolenia były pokoleniami obywateli wolnych i twórczych”.

***

Nie dziwi mnie, że przedstawiciele pośredników w handlowym obrocie dobrami kultury nie domagają się specjalnych praw – oni już je mają. Przepisy prawa autorskiego tworząc monopole prawnoautorskie dają im prawa wyłączne do dystrybucji i rozporządzania utworami, których twórcy podpisali z nimi umowy cywilnoprawne. Co więcej, za powstanie tych utworów autorzy otrzymują często wynagrodzenie nieadekwatne do osiąganych przez dystrybutorów zysków. Do ścigania naruszeń tak nabytych praw pośrednicy mają do dyspozycji środki prawa cywilnego. Mają także do dyspozycji aparat państwa do ścigania tych naruszeń, które podlegają odpowiedzialności karnej (ostatnio nawet Rzecznik praw Obywatelskich zauważyła, że te zapisy w prawie autorskim są niekonstytucyjne). Dysponenci praw autorskich mają też ułatwiony system dochodzenia roszczeń, bowiem przed sądem nie muszą nawet wykazywać wysokości strat, a mają prawo domagać się dwukrotności jednorazowej kwoty za umowę – jest to rozwiązanie nie spotykane w innych dziedzinach prawa cywilnego.

To kuriozalne, że stowarzyszenie grupujące inne organizacje gospodarcze zrzeszające głównie pośredników w obrocie kulturą prezentuje się jako rzecznik twórców. Manifest Kreatywnej Polski sugeruje wręcz, że to pazerni odbiorcy chcą pozbawić twórców emerytury. Zgadzam się, że autor/k/om starającym się utrzymać ze swojej twórczości należy się prawo podstawowych ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Ale jeśli chcemy stosować równe zasady to czy nie powinniśmy wszystkim pracownikom przyznać prawa do pracy w wybranym przez siebie czasie oraz do czerpania tantiem z owoców swojej działalności. Proszę sobie wyobrazić hydraulika przysyłającego co miesiąc rachunki za „tantiemy” za naprawiony kran. A także proszę sobie wyobrazić jego prawnuki wysyłające rachunki 70 lat po śmierci dziadka.

Twórczość i innowacyjność (zwana dawniej pomysłowością, wynalazczością albo wyobraźnią) są konieczne dla rozwoju społeczeństw. Ale zdająca się przebijać z doniesień prasowych teza, że tylko restrykcyjne prawo własności intelektualnej może zapewnić nam rozwój tych umiejętności jest co najmniej dyskusyjna.

Komentarze

Avatar
Ewa Borguńska
16 maja 2013 02:37

Szanowny Panie, aż wierzyć mi się nie chce, że tak bardzo nie zrozumiał Pan o czym mowa i w Manifeście i w wypowiedziach uczestników konferencji. To nie pośrednicy nie chcą być pariasami, a twórcy i podmioty finansujące tę twórczość. Manifest nie jest skierowany przeciwko infywidualnym odbiorcom, jest skierowany właśnie przeciw pośrednikom-paserom, którzy handlują własnścią do której nie mają praw. Pirackie portale internetowe nie udostępniają treści charytatywnie, czerpią zyski z reklam lub opłat od użytkowników, albo z obu źródeł jednocześnie nie ponosząc żadnych nagładów na ich wytworzenie.
Z kolei setki a nawet tysoące dzieł, których właścicielem jest państwo tkwi w kątach róznych archiwów, bo państwo jest zbyt leniwe żeby udostępnić je obywatelom w formie elektronicznej.
Co do hydraulika… proszę przyjrzeć się szczegółowo rachunkom za energię czy gaz. Za rurę czy kabel położony 30 lat temu płaci Pan co miesiąc.
Na koniec, nawet za prezent gwiazdkowy zawsze ktoś płaci, chyba, że zrobi go własnoręcznie z materiałów dostarczonych przez naturę.
Pozdrawiam

Avatar
16 maja 2013 13:25

Szanowna Pani Prezes,

podmioty finansujące twórczość to klienci, użytkownicy kultury, obywatele, a nie pośrednicy, jak na przykład ci zrzeszeni w Krajowej Izbie Producentów Audiowizualnych, czy wydawcy prasy czy nadawcy telewizyjni. Mam wrażenie, że niewielki procent twórców podpisał się pod Państwa manifestem. A to, że wypowiadają się Państwo w ich imieniu, uważam za nieładny zabieg publicystyczny. Jak sądzę większość sygnatariuszy to osoby posiadające na polu działalności kulturalnej raczej status pośrednika niż twórcy czy odbiorcy albo prosumenta.

W chwili gdy pisałem tekst, treść manifestu nie była dostępna w sieci. Być może dlatego „aż tak bardzo nie zrozumiałem” o czym w nim mowa.

Chciałby także wierzyć, że manifest nie jest skierowany przeciwko indywidualnym odbiorcom. Ale wypowiedzi przedstawicieli Kreatywnej Polski w dzisiejszej (16 maja) audycji w programie II Polskiego Radia o złodziejach i o tym, że drugiej stronie debaty nie chodzi o wolność tylko o darmowy dostęp, wskazują na co innego.

Ponadto tego zdania z manifestu media nie przekazały: „Nie godzimy się więc na fałszywą tezę, że pozostajemy w konflikcie z użytkownikami Internetu”. Natomiast mogliśmy dowiedzieć się, że „Wspólny wróg jednoczy” jak przyznał Zbigniew Benbenek, prezes Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych. Być może zatem to Kreatywni Polacy nie zadbali dostatecznie o jasność przekazu, kreatywnie go zaciemniając?

Z kolei kiedy rząd próbuje uregulować status dzieł, które powstają za pieniądze publiczne, to środowiska wydawców i producentów kultury podnoszą larum, że minister Boni chce zagłodzić twórców.

Co do rury czy kabla – płacę za nie osobom, które teraz dbają o ich utrzymanie, a nie spadkobiercom tych osób, które je naprawiały 69 lat temu. Naprawdę chętnie zapłacę twórcom (pośrednikom wolałbym nie, znając ich monopolistyczne praktyki – vide NC+) choćby z własnych podatków w formie kreatywnego wkładu za bieżącą twórczość.

Na koniec: za powietrze, za wychowanie rodzicom i za kilka innych rzeczy na szczęście jeszcze nie trzeba płacić. Cieszę się, że są jeszcze obszary kultury nie zajęte przez rynek, który antagonizuje stosunki między ludźmi i powoduje, że pozytywne odruchy moralne (takie na przykład jak dzielenie się) są negatywnie wartościowane.

Pozdrawiam

Dodaj komentarz