Organizator
Fundacja Nowoczesna Polska
Avatar

Reforma prawa autorskiego UE

14 czerwca 2018 14:26
Krzysztof Siewicz

Czy 20 czerwca Parlament Europejski wprowadzi cenzurę, ograniczy wolność słowa i wyłączy internet? Tak się oczywiście nie stanie, bo jeszcze nikomu nie udało się powstrzymać ludzkiej kreatywności i współpracy. Ale planowane na ten dzień głosowanie w istotny sposób wpłynie na to kto i jak będzie decydować jak udostępniamy, odbieramy i uczestniczymy w rozwoju kultury (a także nauki, edukacji, technologii). Wyjaśniamy na czym to dokładnie polega.

Ci z nas, którzy tworzą potrzebują odbiorców. Dzięki temu zyskujemy uznanie, kolejne inspiracje, a także pieniądze na utrzymanie się. Relacja nie jest jednostronna, bo odbiorcy także potrzebują twórców. Co więcej, obie strony są w tej relacji równoważne. Wielu odbiorców nie ogranicza się tylko do konsumpcji kultury, lecz dzięki obcowaniu z cudzą twórczością mogą sami realizować się artystyczne – samodzielnie lub wspólnie z innymi. To działa tym lepiej, im lepiej jesteśmy ze sobą nawzajem połączeni, co oznacza, że kultura potrzebuje medium, pośrednictwa pomiędzy twórcą i odbiorcą. Ale jednocześnie sposób działania pośredników istotnie wpływa na to jak w kulturze funkcjonują bezpośredni zainteresowani – twórcy i odbiorcy, czyli my wszyscy.

Obecna reforma prawa autorskiego UE jest tak naprawdę skumulowaną siłową reakcją na praktykę ostatnich kilkunastu lat internetowego pośrednictwa w kulturze. Prawne ramy dla tego pośrednictwa zostały ustalone prawie 20 lat temu pod nazwą „bezpiecznej przystani”. To zasada, zgodnie z którą pośrednicy internetowi nie odpowiadają za naruszenia praw autorskich popełnione przez użytkowników ich usług, o ile spełnią określone wymagania. W szczególności, pośrednik musi reagować na zgłoszenia naruszeń (w polskim prawie wymaganą reakcją jest zablokowanie danych). Niestety, w Polsce, innych krajach UE, ale także w wielu innych systemach prawnych, sposób prawnego ujęcia wymogu reagowania na zgłoszenia stawia pośrednika w roli prywatnego cenzora, praktycznie poza jakąkolwiek kontrolą. Rodzi to możliwość obustronnych nadużyć – istnieje wiele przypadków, w których blokowano treści całkowicie legalne, a także wiele historii o tym, jak trudno tradycyjnym producentom i wydawcom śledzić i reagować na wszystkie bezprawnie umieszczane w serwisach utwory.

Niezależnie od tego, przez te ostatnie kilkanaście lat doszło do istotnej koncentracji na rynku pośredników internetowych. Nie komunikujemy się już tak często za pomocą otwartej infrastruktury e-maila i www lecz coraz bardziej za pomocą kilku własnościowych serwisów i aplikacji. Oznacza to oczywiście, że przychody z internetowego pośrednictwa koncentrują się obecnie w rękach nielicznych. Ale oznacza to również, że wszyscy mamy jeszcze mniejszą swobodę i samodzielność w tym co i jak oglądamy oraz udostępniamy w internecie. To pośrednicy zyskują nad tym coraz większą kontrolę.

W trwającej od 2 lat dyskusji nad reformą prawa autorskiego UE chodzi tak naprawdę o dwie rzeczy: kto i jak będzie miał udział w tych przychodach oraz kto i jak będzie sprawował tę kontrolę. Ta dyskusja toczy się jednak od znacznie dłuższego czasu, a my jesteśmy w niej stale obecni. Od 2012 r. organizujemy konferencję CopyCamp, gdzie dzielimy się swoimi propozycjami oraz udostępniamy miejsce do prezentowania różnych stanowisk i wymiany idei. W 2014 r. opublikowaliśmy raport Prawo Kultury: Scenariusze Przyszłości.

Jeszcze zanim poznaliśmy projekt dyrektywy, dzieliliśmy się naszymi rozterkami na temat roli pośredników na forum naszego serwisu Prawo Kultury apelując o zmianę bezpiecznej przystani na wzór modelu kanadyjskiego, który nie przyczynia się do wzrostu ich kontroli – w tekście: Bezpieczna przystań, wynagradzanie twórców, wolny Internet. Poza prawem autorskim monitorowaliśmy i monitorujemy także inne zagrożenia, jak na przykład pomysły blokowania blokujących reklamy.

Jednak niestety od samego początku reformy było wiadome, że projekt dyrektywy w ogóle nie odnosi się do istoty problemu, a raczej do zachowania status quo jeżeli chodzi o podział kontroli pomiędzy twórców, odbiorców i pośredników (tj. umacnia kontrolę tych ostatnich) – Przeciwko prawu wydawców i za prawem panoramy oraz Kilka uwag o propozycji reformy prawa autorskiego w UE

Uważaliśmy wtedy i uważamy nadal, że potrzebujemy poważnej dyskusji o roli pośredników, ograniczenia sprawowanej przez nich kontroli oraz rozwiązań, które wzmocnią podmiotowość twórców i odbiorców. Naszym wkładem w dyskusję o takich rozwiązaniach jest propozycja legalizacji niekomercyjnego dzielenia się, którą opublikowaliśmy jeszcze we wrześniu 2016 r.

W projekcie dyrektywy, który będzie głosowany 20 czerwca nie ma niestety niczego, co pozwoliłoby nam stwierdzić, że zidentyfikowane powyżej tematy zostały podjęte. Jest tam wręcz wiele rozwiązań idących w dokładnie przeciwnym kierunku. Owszem, jeżeli ten projekt wejdzie w życie to oczywiście nie dojdzie do wprowadzenia cenzury, nadal będziemy mieli wolność słowa ani nikt nie wyłączy internetu. Prawdziwą konsekwencją będzie natomiast umocnienie i spotęgowanie negatywnych aspektów obecnego stanu rzeczy – mniej wzajemnego i bezpośredniego realizowania potrzeb przez twórców i odbiorców, a więcej nadzoru i kontroli nad kulturą przez pośredników. Nie chcemy takiego prawa.

Komentarze

Dodaj komentarz